0

Zamordowany rynek

Posted Marzec 9th, 2013. Filed under Negocjacje

W 2008, gdy wróciłem do Polski po trzynastu latach pobytu w Australii usłyszałem od znajomej profesor zarządzania „Panie Pawle, rynek szkoleniowy został całkowicie zrujnowany”. A jej akurat kompetencji w tym zakresie odmówić nie można było; nie tylko wykładała w jednej z najlepszych uczelni, ale i  była właścicielką kilkunastoosobowej firmy szkoleniowo-doradczej…

Co zadziwiające, podobne opinie słyszałem wielokrotnie – ale tylko prywatnie. Na żadną, ale to żadną oficjalną wypowiedź w tej kwestii nie zdarzyło mi się trafić przez wiele lat.. Jeżeli już, to – wypisz-wymaluj – frazy z zapomnianej propagandy gierkowskiej..  „Nieprawdą jest jakoby”.. W wywiadzie dla jednej z prestiżowych gazet właściciel szkoleniowej firmy (korzystającej z unijnych dotacji) w odpowiedzi na wątpliwość „a, czy darmowe szkolenia nie niszczą rynku” mówi „przecież to normalne, że na rynku są produkty o różnej cenie!”

Czy powinno to dziwić? Długo po powrocie do Polski, nie mogłem się doszukać rzetelnych, analitycznych artykułów na temat „Strategii Lizbońskiej”, choć „gołym okiem” było widać, że ona nie działa..  dopiero później, ni stąd, ni z owąd ogłoszono, że „popełniono pewne błędy”, dokonano kosmetycznych poprawek i nastąpił „re-launch” strategii lizbońskiej..

Dlaczego tak się dzieje? Proste – ludzi „spoza branży” mało to interesuje, a insiders mają świadomość, że krytyka może im mocno zaszkodzić w ubieganiu się o rządowe dotacje..

W tym kontekście pewną nadzieję budzi wzmianka Pani Minister Bieńkowskiej, że obecnie „większe znaczenie będą miały mechanizmy rynkowe”, ale.. czy nie będzie tak samo jak z obietnicami zmniejszenia biurokracji?

 

Ale do rzeczy…

Podstawowym problemem jest rozerwanie więzi pomiędzy szkoleniowcem-trenerem, a klientem. W chwili obecnej pomiędzy nimi jest dwóch (lub trzech) pośredników; pierwszy – to ogólnokrajowa instytucja rządowa, która w oparciu o lepsze lub gorsze rozeznanie, ogłasza konkursy decydując kto, i w jakim zakresie ma być szkolony. Drugi – to firma organizacji szkoleń (nazwijmy je, w odróżnieniu od autentycznych firm szkoleniowych „org-szkol”) – która startuje w konkursie a potem sama z kolei ogłasza przetargi na realizację poszczególnych szkoleń. Czasem w tym łańcuchu trafi się i trzeci pośrednik.

Taka sytuacja powoduje – w porównaniu z rozwiązaniami rynkowymi – znacznie wyższe, a zupełnie zbędne koszty. Gorzej – rozbudowana struktura hierarchiczna powoduje zablokowanie przepływu informacji…

W tym układzie eliminuje się to, co w normalnym systemie jest kluczem do sukcesu – jakość.    Potencjalny klient nie ma możliwości zweryfikowania kompetencji trenerów, którzy często są angażowani na kilka dni przed rozpoczęciem zajęć.

Dalej… firma org-szkol wygrywa konkurs – zwykle w oparciu o cenę. Czasem dzieje się to dzięki koneksjom, czasem mówi się o zjawisku „prowizji od sukcesu”, która zdaniem „biegłych w temacie” waha się pomiędzy 7% a 10% wartości kontraktu…

Firma org-szkol nie ma już wielkiej  motywacji do tego, by znaleźć najlepszych trenerów; wystarczą tacy, którzy spełniają wymagania, a są tani. Trenerzy z kolei wiedzą, że muszą zrobić przyzwoicie swoje – ale nic ponadto.  Za dodatkowe kompetencje nikt im więcej nie zapłaci.

W tej sytuacji, zamiast wyścigu jakości i innowacji mamy równanie w dół, gdzie większe dochody trenerów wynikają wyłącznie z liczby dni szkoleniowych, a nie z unikalnej oferty, czy wysokich kompetencji. W rynkowych warunkach trenerzy piszą książki i artykuły by przekonać do siebie klienta, często też prowadzą własne badania, inwestują w zagraniczne materiały i szkolenia,  by mieć coś więcej do powiedzenia… Niestety, w systemie szkoleniowej „urawniłowki” nie bardzo się to już opłaca. (A o tym, że weryfikacja jakości przez testy na zakończenie jest tylko „picem na wodę”, wie każdy kto widział jak to wygląda w praktyce..)

system ten stwarza ogromne bariery dla naprawdę innowacyjnych, młodych firm szkoleniowych – cykl od aplikacji konkursowej, do otrzymania pieniędzy trwa co najmniej rok, a często znacznie dłużej. Jak zaistnieć w takim układzie? Gdy w 1990 tworzyłem wraz z grupą kolegów Centrum Negocjacji wystarczyły nam trzy miesiące, by osiągnąć samofinansowanie. W obecnej sytuacji byłoby to bardzo mało prawdopodobne..

Przypomnijmy – dumping – czyli sprzedaż po sztucznie zaniżonych cenach w wielu krajach był przestępstwem, a już na pewno jest zbrodnią przeciwko wolnemu rynkowi..

W istniejącym systemie organizacja szkoleń jest podporządkowana urzędniczemu „widzimisię” – zdarza się, że regionalny rynek zostaje zalany ofertami szkoleń dla wybranej grupy, a dla innych szkolenia pojawią się.. Bóg wie kiedy…

Wreszcie, ogromny wysiłek związany z pozyskaniem i rozliczaniem grantów, a także same ich reguły powoduje, że dominują wielkie projekty szkoleniowe – np. na 140 godzin..  A korzystniej byłoby mieć cały wachlarz krótkich kursów, z których klient sam sobie by dobierał to, co jemu jest potrzebne..

Ale można inaczej. I nie trzeba „wylewać dziecka z kąpielą”, dotacje mogą wspomagać system szkoleń. Możemy stworzyć zupełnie prosty system, w którym to przedsiębiorstwa będą decydowały jakie szkolenia, w jakim systemie są im potrzebne. Wystarczy, że by firmom refundowano 50%, czy 80% kosztów szkolenia personelu, i już.. bez wielkiej biurokracji.

To, co dzieje się w sferze szkoleń i grantów jest powrotem do gospodarki nakazowo-rozdzielczej.  Pora zawrócić z tej drogi; bo im dalej tam brniemy, tym kosztowniejszy będzie powrót.

Inne wpisy

Wykop - wykop Facebook - Flaker - Twitter - Technorati - Blip - Dodaj do blipa

Dodaj swój komentarz