0

Symbioza czy walka klasowa?

Posted Marzec 30th, 2013. Filed under Negocjacje

Sienkiewiczowski Zagłoba mówi „Rzeczpospolita to zbiór przywilejów stanowi szlacheckiemu przynależnych”, a Bogusław Radziwiłł idzie dalej „Rzeczpospolita to jeno postaw czerwonego płótna. /../ a my jeno ciągnąc będziem, co by nam więcej w garści ostało”.   Takie cytaty bacznego, a czasem złośliwego obserwatora rzeczywistości jakim był Sienkiewicz przychodzą do głowy, gdy patrzymy na spór pomiędzy panami Dudą i Kaźmierczakiem..

Związkowy lider twierdzi, że „to skandal, że jak ktoś pracuje tylko 70 godzin w miesiącu to będzie miał za te 70 godzin zapłacone”.    Jak sobie to przewodniczący wyobraża?  Że jak ktoś ma firmę, a zamówień w tym miesiącu tylko na dwa tygodnie, to powinien płacić za cały miesiąc?  Twierdzi dalej, że „śmieciówki”  to tragedia, że należy ich zabronić.   No fajnie, też bym chciał mieć gwarancję pracy, spokój ducha i pewność jutra.. Ale który przedsiębiorca je ma?  No, powiedzmy Ci, którzy mają ustaloną markę, reputację, mocny rynek.. (choć i tu nic pewnego nie ma..)  Ale przecież nowe miejsca pracy tworzą nieomal wyłącznie przedsiębiorcy na rozwijających się, nowych, z natury niepewnych rynkach. I jeśli mam pomysł na firmę, mogę zatrudnić kilka osób to co? Od razu etat i trzymiesięczny okres wypowiedzenia? W 90% przypadków zakładanie firm rozwojowych to „rozpoznanie bojem” – bo badania marketingowe rzeczy nieznanych są praktycznie niemożliwe…

Stać  jest, powiedzmy, „zwykłego” start-upowego przedsiębiorcę na zatrudnienie kilku osób na miesiąc -dwa..  jeśli wyjdzie, to utrzyma ludzi, a może i zwiększy zatrudnienie.. Ale jeśli nie? Proszę nie żądać ode nikogo, by podejmował zobowiązania na wiele lat, czy nawet na pół roku do przodu.  Zwyczajnie mało kogo stać by było na takie ryzyko. Zwyczajnie, jeśli pojedynczy przedsiębiorcza płaci dużo więcej, staje się niekonkurencyjny, a jak nie konkurencyjny, to „wyleci z rynku”. I pracownicy też..

 

Prezes ZPP twierdzi z kolei, że „ma w dupie” żądania godziwej pracy.  Jasne, można sobie wyobrazić, że ideałem dla niektórych przedsiębiorców byłby ktoś, kto pracuje za złotówkę na miesiąc. Tylko.. kto wtedy będzie kupował ich wyroby?  Żona i dziatki innych przedsiębiorców? Skąd mieliby się brać rzetelni i innowacyjni pracownicy, jeśli nie zapewni im się godziwego poziomu życia? Jak mieliby czas na rozwój intelektualny i pieniądze na wychowanie dzieci?

A tak naprawdę, to potrzebujemy i jednego, i drugiego. Potrzebujemy swobody wyboru, talentów i rozwoju ambitnych jednostek ale i solidarności społecznej. Mówią niektórzy, że największym wynalazkiem Forda było to, że płacił robotnikom tak wiele, „by mogli kupować jego samochody”.  To nie do końca tak. Bo… jaki procent klientów stanowili pracownicy? A tak naprawdę, to warunki pracy były tak wykańczające psychicznie, że musiał on płacić dużo więcej.

W naszym sposobie myślenia jesteśmy rozdarci pomiędzy tezami o potrzebie „nieskrępowanej wolności jednostki” a prymatem „dobra społecznego”, gdzie „jednostka niczym, jednostka zerem”..

Schemat, przekazywany przez ekonomistów, oparty o myślenie Adama Smitha mówi – gdy przedsiębiorcy konkurują na rynku, to, dbając każdy o własny interes przyczyniają się do powiększania puli wspólnego dobra.  Stąd wnioski – konkurencja jest dobra i potrzebna, i… tu mamy nadinterpretację w słynnej mowie Gordona Gekko „chciwość jest dobra”.

Jego antytezą były prace Marksa, które doprowadziły do komunizmu, który, jak starsi pamiętają był bardzo nieefektywnym systemem, gdzie już tylko ubóstwo było dzielone w miarę równo (ale rząd zawsze jakoś się zdołał wyżywić).

I oczywiście, zaakceptowaliśmy kapitalizm jako lepszy ustój, zapatrzeni, często bezkrytycznie w Amerykę…  Ale Stany, za swój agresywny kapitalizm płacą sporą cenę: jest nią – między innymi -najwyższy w świecie wskaźnik uwięzienia. W USA na 100,000 mieszkańców 751 siedzi „w kiciu”. Dla porównania – w Rosji, jest to 627; w Anglii 151; w Niemczech 88; a w Japonii 63. I nie jest to kwestia czułostkowo–inteligenckiego litowania się „nad tymi wrednymi kryminalistami”.  Jest to też – spójrzmy również na komfort życia klas wyższych – kwestia poczucia bezpieczeństwa.  Za tezę „niech pieniądz rządzi wszystkim” amerykanie płacą też, między innymi znacznie bardziej kosztowną, a mniej efektywną służbą zdrowia…  „Wolna amerykanka” ma swoje istotne ograniczenia.

Ale jest też inny niż konkurencyjny, model patrzenia na rzeczywistość, wart rozważenia i przyswojenia.  Model ten, opisany w fundamentalnej pracy „Tragedia wspólnoty” ekologa Garreta Hardina pokazuje, jak w wielu sytuacjach ludzie działając dla maksymalizacji własnej korzyści, nawet bez intencji krzywdzenia kogokolwiek, niszczą wspólne dobro, a przez to i swój własny dobrobyt. W klasycznym przykładzie jest to gminne pastwisko, na którym chłopi pasą swoje krowy. Każdy z nich – z osobna – zyskuje wprowadzając dodatkową krowę na pastwisko.  Ale ma ono swoją „pojemność” – zdolność utrzymania określonej liczby krów. Po przekroczeniu tej liczby dochodowość z każdej krowy stopniowo spada, aż do takiego poziomu, że krowy zadeptują pastwisko, nie mają co jeść, a krótkowzroczni chłopi nie mają żadnego dochodu.

Ten problem „wspólnego pastwiska” występuje w wielu sytuacjach – „grach”, niekoniecznie bezpośrednio z ekologią związanych. Jest to np. gra „bunt przeciwko tyranowi” – gdzie każdy z osobna może zostać ukarany, ale jeśli wszyscy „uciemiężeni” się zbuntują, to wszyscy wygrają. Jest to gra pod tytułem „podatki” które (jeśli wydawane przez rozsądny rząd) służą wspólnemu dobru – jak drogi, policja czy obrona granic; każdy z osobna zyskuje, wymigując się od podatków, ale jeśli wszyscy się wymigają to cały system państwowy runie – z wielka stratą dla wszystkich.

Taką grą, w szczególności, jest gra przedsiębiorców pod tytułem „godziwe płace”. Każdy z przedsiębiorców zyskuje mało płacąc (no, w krótkim horyzoncie); ale jeśli wszyscy będą dobrze płacić wzrośnie siła nabywcza rynku i wszyscy, również przedsiębiorcy będą się lepiej mieli bo będzie komu sprzedawać. To właśnie układy zbiorowe, pewien przyzwoity poziom płacy minimalnej zapewnia korzyści wszystkim graczom na rynku pracy.

Ale jest i druga strona tej bajki. Związki zawodowe (zwłaszcza te najsilniejsze), wymuszając czasem nadmierne przywileje działając w wąsko pojętym interesie swoich członków doprowadzają do obniżenia konkurencyjności swoich firm, a w rezultacie do niszczenia miejsc pracy… Często też, gdy żyją one z państwowych (czyli naszych) pieniędzy, stanowią balast dla całej gospodarki…  Trudno o lepszy przykład, niż szkoła, która ma 8 uczniów i 10 nauczycieli..

Dlatego potrzebny jest rozsądny kompromis w sprawie płac minimalnych, ale jest też miejsce na twórcze rozwiązania, gdzie można znaleźć sposoby na to, by „ciastko do podziału” było większe, by zlikwidować szkodliwe dla wszystkich absurdy, abyśmy nie spierali się tylko to, jak wydrzeć większy kawałek dla siebie…

Tym miejscem, zagadnieniem za które potrzebują się wziąć energicznie pracodawcy, a gdzie związki zawodowe, w swym dobrze pojętym interesie jest kwestia odbiurokratyzowania gospodarki.  Polskie przedsiębiorstwa duszą się przytłoczone wielością nieogarnianych, a i często wzajemnie sprzecznych przepisów. Ich uporządkowanie, a często wręcz eliminacja spowodowała by, że mogłyby się one rozwijać, a zatem.. i zatrudniać ludzi..

A gdyby tak.. Pousuwać te problemy, by firmy się rozwijały i na wyścigi proponowały coraz to lepsze warunki swoim pracownikom, by ich przyciągnąć, by ich zatrzymać? Czyż nie byłby to stan idealny dla ludzi pracy?

Jest też wiele innych spraw – jak choćby opłaty na ZUS, które w swej stawce są drobiazgiem dla 20% dobrze funkcjonujących przedsiębiorstw, ale są mordercze dla wielu samozatrudnionych, którzy ledwo wiążą koniec z końcem… Jest też, sfera rozwoju przedsiębiorstwa, które może być obszarem owocnej, obustronnie korzystnej współpracy między związkami zawodowymi, załogami i managementem.

Wracając do kwestii „umów śmieciowych”: jedna kwestią jest ich czasokres, drugą „ozusowanie”.

Umowy między stronami powinny być zawierane jedynie na taki okres, jaki obie strony uznają za celowy. I tyle. Wymuszanie stałego zatrudnienia powyżej określonego okresu jest nie tylko szkodliwe (bo zwiększa ryzyko przedsiębiorcy, a więc zmniejsza chęć tworzenia miejsc pracy), ale i nieskuteczne.  Doświadczył tego n.p.  mój znajomy wykładowca niemieckiej uczelni, gdzie taką praktykę się stosuje. Uczelnia, zadowolona z jego usług, choć niepewna długofalowej koniunktury chciała przedłużyć z nim kontrakt o kolejne dwa lata.. Ale wtedy musiała by zatrudnić go na stałe..  Więc nie zatrudniono go wcale..

A co do „ozusowania”: system, w którym dwie firmy (i ich pracownicy), produkujące takie same „wihajstry”, ale różniące się jedynie tym, że jedna zatrudnia ich na umowę stałą, a druga na zlecenia, są obciążone różnej wysokości daniną. To jest zwyczajnie chore i dysfunkcjonalne. Co więcej – to wymusza na firmach, które działają w bardzo konkurencyjnych warunkach porzucanie stałych umów, i przechodzenie na „śmieciówki”. To zwyczajnie prowadzić będzie do krachu ZUS i całego państwowego systemu ubezpieczeń.

Inna rzecz, że ten państwowy system jest sam w sobie chory i dysfunkcjonalny- i to on musi być przedmiotem debaty.  Niemniej jednak, dopóki żyjemy w tym kraju, musimy szukać rozwiązań całościowych, brać się za bary z przyczynami problemów, a nie tylko szukać wygodnej ucieczki przed tymi problemami. Na długą metę to słabo działa..

Chcemy, czy nie, dzielimy ten los i jesteśmy wspólnie odpowiedzialni za przyszłość..

Czy chcemy żyć w kraju, w którym pracowników traktuje się jak z pogardą, a przedsiębiorców jak złodziei? Marzy mi się kraj, w którym pracownik jest szanowany za swój profesjonalizm, solidność i inicjatywę. Marzy mi się kraj, w którym przedsiębiorcy doceniani jako twórcy miejsc pracy, są inspirującymi wzorami dla młodych ludzi i cenionymi liderami lokalnych społeczeństw.

Ale by to się stało musimy pozbyć się zatęchłej mentalności walki klasowej. Możemy – jak Niemcy czy Skandynawowie mieć konkurencyjne przedsiębiorstwa i godziwie zarabiających pracowników (choć, tak jak i oni nie unikniemy naturalnych konfliktów).

Ale do tego, strony potrzebują zobaczyć w tych drugich – pracodawcy w pracownikach, a załogi w przedsiębiorcach – niezbędnego, niezastąpionego sojusznika w walce o przetrwanie i sukces w światowej konkurencyjności.

Inne wpisy

Wykop - wykop Facebook - Flaker - Twitter - Technorati - Blip - Dodaj do blipa

Dodaj swój komentarz