Dotacje dla firm – czy naprawdę jest tak wspaniale?

Fundamenty naszej gospodarki kruszeją, przedsiębiorców ubywa, młodzież ucieka z kraju, a biurokracja systematycznie się rozrasta.  I w tym wszystkim mało jest systematycznej dyskusji nad usprawnianiem naszej gospodarki..   Niespostrzeżenie nieomal, przeszła jakże znacząca informacja GUS, że w roku 2011 nastąpił istotny, bo jednoprocentowy spadek liczby firm..  Zwróćmy uwagę – przy utrzymującym się wysokim bezrobociu i systematycznym rozrastaniu się biurokracji..

 

Polskie władze dumne są z tempa wykorzystania środków.   Niewątpliwie jest wiele pozytywnych efektów wykorzystania tych funduszy dla rozwoju Polski.   Pytanie jednak, czy rzeczywiście, czy w pełni można się zgodzić z twierdzeniem,  że „wykorzystanie przez Polskę funduszy europejskich to historia sukcesu”?  Czy można je wykorzystać w sposób istotnie lepszy?  Czy na pewno istniejące problemy można sprowadzić do nielicznych, mało istotnych uchybień, czy też można zidentyfikować pewne obszary wymagające istotnego przeprojektowania?

Programy rządowe – czy realizowane przez wielkie organizacje ponadnarodowe, często okazują się mało skuteczne, czasem są zwykłym marnotrawstwem pieniędzy,  a czasem są wręcz szkodliwe.  Historia pomocy gospodarczej dla Afryki pokazuje, że miliardy dolarów w nieudolnie wpompowywane w gospodarkę mogą ją zniszczyć, a nie wzmocnić.   Masowe rozdawnictwo zboża stało się źródłem korupcji i zniszczyło lokalne rolnictwo (bo będzie siał i kupi ziarno, gdy rozdają za darmo?).   Co więcej, przyczyniło się też do zniszczenia więzi społecznych i struktur gospodarczych[1].

Nie ma powodów, by sądzić, że pomoc unijna dla Polski okaże się choć w części aż tak tragiczna.  Ale nie ma również powodów, by mniemać, iż pomoc ta nie będzie miała ubocznych kosztów i że nie może być bardziej efektywnie spożytkowana.

Niestety, aktorzy sceny politycznej grają w „moje lepsze niż twoje” krytykując oponentów, a nie dotykając istotnych założeń funkcjonowania dotacji.   Wyższe uczelnie, jak i organizacje pozarządowe, w ogromnej części uzależnione w swym finansowaniu  od projektów unijnych „nie chcą kąsać ręki która ich karmi”.

Znane mi są przypadki, gdy krytyczne dla systemu grantów elementy były usuwane z publikacji, a opublikowane badania, wskazujące na nieefektywność programów grantowych powodowały „zakręcenie kurka z pieniędzmi”.   Niestety, obecny system  w którym dominują bezzwrotne dotacje dla przedsiębiorstw jest nie tylko mało efektywny, w niektórych obszarach jest wręcz szkodliwy.

Problem pierwszy, to korupcja i niszczenie kapitału społecznego

Wiele osób z którymi rozmawiałem wspominało o ,,mafiach” rządzących rozdawnictwem grantów; wiele osób na forach internetowych skarży się, że nie mogło dostać dotacji, a ktoś inny, znajomy wpływowych osób otrzymał. Tworzy się zjawisko pasożytniczego ,,załatwiactwa” – firmy ,,konsultingowe” żądają wygórowanych opłat, obiecując że oni to ,,mają chody”.

Niestety – rozdawnictwo dóbr za darmo zawsze będzie stymulowało korupcję.  Tworzy ono bowiem niezwykle kryminogenny układ.   Dla przedsiębiorców decyzja wygląda prosto i logicznie: oddam 10%, a dostanę dziesięć czy sto dziesięć tysięcy dolarów.   Rachunek jest prosty.   Dla urzędnika jest to czasem nawet poczucie swoistej sprawiedliwości: ten prywaciarz dostanie kupę forsy za nic – to czy nie będzie to uczciwiej, gdy i mi się trochę dostanie?

Korupcja to nie tylko problem uczciwości – lub nie – osób bezpośrednio zaangażowanych.  To też kwestia wpływu na wszystkich którzy to widzą lub odczuwają; ma to istotny wpływ na postawy ludzkie i wszelkie więzi społeczne…   Istnienie potencjalnie kryminogennego układu, powoduje, że pieniądze, nawet uczciwie przyznane są postrzegane jako rezultat protekcji lub łapownictwa.  A to ma dewastujące efekty niszczenia kapitału społecznego, którego Polska tak bardzo potrzebuje.

Dziennikarka pisze: „..często słyszę: tracisz czas. Takie dotacje dostają tylko rodzina i znajomi królika. Lepiej wracaj do Warszawy i szybko szukaj pracy. Każdy zna kogoś, kto się starał o dotację i nie dostał.  A dziecko kierowniczki czy dyrektora urzędu dostało…[2]

Problem drugi:  Nieefektywność alokacji środków

Jeśli mogę dostać bezzwrotny grant na uruchomienie biznesu to będę się tylko zastanawiał jak wydać te pieniądze.  Jeśli mam je oddać, to trzy razy zastanowię się nad każdym groszem:  może uda mi się kupić używaną maszynę i ją wyremontować?  A może nie potrzebuję nowych mebli, może, żeby zacząć wystarczy stare biurko i krzesło wyniesione ze strychu?   Jeśli jednak mogę dostać bezzwrotną dotację kupię sobie eleganckie biurko, najnowszy komputer, i kamerę filmową, nawet, jeśli będę jej potrzebował tylko raz na klika miesięcy…

W normalnych warunkach przedsiębiorca uczy się liczyć każdy grosz, budować firmę przy bardzo ograniczonych środkach – „on the shoe string”.   Ta umiejętność i nawyk liczenia każdego grosza, analizy efektywności zainwestowania każdej złotówki jest jedną z najważniejszych lekcji, które wyciąga przedsiębiorca z pierwszego okresu działalności w biznesie.   Dla „Googla”, ta umiejętność znajdowania tańszych sposobów finansowania mocy obliczeniowej stała się trwałym czynnikiem ich przewagi konkurencyjnej.

Problem trzeci –  koszty transakcyjne

Pierwsza, oczywista grupa tych kosztów to nakłady (również niepieniężne)  na ich pozyskanie i rozliczenie ze strony firm, które grant otrzymały. Druga to koszty szkolenia przedsiębiorców, konsultantów i koszty aparatu administracyjnego, dokonującego oceny składanych wniosków. Do tego koszty gigantycznej promocji, towarzyszące dystrybucji grantów po hasłem „ty też możesz dostać pieniądze”. Trzecia grupa to koszta, poniesione przez tych, którzy nie otrzymali grantu. Dla małych firm zwłaszcza, ubiegających się o granty w wysokości dwudziestu-trzydziestu tysięcy euro, ważnym czynnikiem w ich życiu jest pracochłonność tych aplikacji – przygotowanie samego wniosku, pozyskanie wszystkich popierających dokumentów i czas zużyty na dość próżne zabiegi administracyjne… Dla małych firm czas to koszt relatywnie znacznie wyższy niż dla wielkich, które stać na kupno takich usług.

Jeśli przyjmiemy, że na każdy zaakceptowany grant przypada dziesięć aplikacji, a ich średnia pracochłonność to około trzy tysiące euro, to okazać się, że łączna wartość użyteczności tej grupy grantów dla stymulacji gospodarki jest zerowa…

Problem ten występuje nie tylko u nas: znana mi uczelnia australijska zrezygnowała programowo z ubiegania się o państwowe granty, bo okazało się, że łączne koszty zabiegów były większe od korzyści…  W przypadku bezzwrotnych dotacji – jak wskazuje historia niektórych programów bywa i tak, że z tysięcy aplikacji zaledwie jedna na sto, lub nawet jedna na dwieście bywa akceptowana.

Kolejne koszty pociąga za sobą dokumentowanie i sprawozdawczość z finansowania z grantów unijnych. Czy ktoś to wszystko razem porządnie przeliczył?

 

Czwarte : koszty opóźnień

Istotnym, wymiernym kosztem dla firm (choć trudno mierzalnym i rzadko uwzględnianym) jest koszt zmarnowanego czasu.  Wszystkie firmy, które nie dostaną grantów poniosą nie tylko bezpośrednie koszty zabiegów o granty, ale i zwolnią tempo swojego rozwoju przez rozproszenie swojej energii na nieefektywnych kierunkach.    A i te, które otrzymują dotacje po roku wyczekiwania sporo przez to tracą..    Co więcej – nie wyniosą korzyści uczenia się, jakie dałoby im zaangażowanie się w rynek kapitałowy.  Nie dowiedzą się jakie mają szanse i jakie byłyby koszty pozyskania kapitału.

Jakie ma to znaczenie praktyczne?  Otóż, przy analizie szybkości działania, jako czynnika konkurencyjności policzono,  że opóźnienie wdrożenia produktu o sześć miesięcy powoduje spadek zysków (na przestrzeni 5 lat) o całe 33%[3].

Piąte: nieodnawialność

Koncepcja mikro pożyczek, której twórca uhonorowany został w roku 2007 Nagrodą Nobla odniosła wielki sukces, mimo relatywnie niskich nakładów początkowych.   Możliwe to było dzięki przyjęciu założenia, że finansowanie na rozpoczęcie działalności nie jest bezzwrotnym grantem, ale pożyczką. W ten sposób wykreować można było efekt „kuli śniegowej”… Tymczasem środki przeznaczane w Polsce na rozwój SME – małych i średnich przedsiębiorstw w systemie bezzwrotnych grantów zostają zużyte „w jednym rzucie”.    Przedsiębiorstwo, które je dostanie zainwestuje je lepiej lub gorzej, czasem zarobi, tworząc dostatek szczęśliwego beneficjenta ale na tym się właściwie historia kończy…  Wady tej nie mają programy, w których pieniądze „obracają się” w cyklach inwestycja-spłata-inwestycja, jak wspomniany program mikropożyczek, amerykańskie Community Development Venture Capital, komercyjne fundusze venture capital czy niezależne działania aniołów biznesu. 

Szóste: niszczenie rynku kapitałowego

Rozdawnictwo grantów niszczy podstawy drobnego rynku kapitałowego, a nie może go efektywnie zastąpić.   Granty nie mogą zastąpić komercyjnego finansowania, bo nigdy nie będzie ich dostatecznie dużo, by dać je wszystkim chętnym.   A niszczenie rynku odbywa się na wielu poziomach:

  • Po pierwsze, rynek finansowania małych przedsiębiorstw zostaje zabrany tym którzy mogliby go efektywnie obsługiwać
  • Po drugie, bezzwrotne granty kreują fałszywe oczekiwania, że startujące firmy ,,powinny” dostawać darmowe wsparcie.
  • Po trzecie, sytuacja taka uniemożliwia tworzenie się nowych instytucji i firm obsługujących rynek
  • Po czwarte – ,,zamrożony” zostaje proces społecznego uczenia się w którym strony potencjalnych negocjacji rozpoznają swoje oczekiwania, przedsiębiorcy uczą się jak pozyskiwać kapitał, a inwestorzy jak oceniać potencjalne inwestycje.

 

Powoduje to, że obecne organizacje aniołów biznesu działają w absolutnie niekorzystnych warunkach – w sytuacji dumpingowej, silnie promowanej konkurencji.   Czy można się dziwić wobec tego, że niektóre, organizacje aniołów biznesu (również powoływane w ramach programów wspierania innowacji) przez dwa lata nie były w stanie domknąć choćby jednego  kontraktu inwestycyjnego?

Nawet tak dysponująca bardzo efektywnymi narzędziami promocji i ciesząca się wsparciem potężnej macierzystej organizacji pracodawców sieć Lewiatan Business Angels, przez cztery lata sfinansowała jedynie 13 transakcji…  (patrz tab.1.)

Sieć, region Liczba aniołów Działa od Liczba  transakcji
do XII 2009
Liczba  transakcji
do IX 2011
Polban Polska 80 2003 6 10
LBA Polska 26 2005 7 12
Silban Śląsk 13 2006 1 Brak danych
Satus.pl Polska 17 2006 10 Brak danych
Resik Kraków 21 2007 0 Brak danych
LSAB
>WSAB
Lubelskie 12 2007 1 5
Amber Szczecin 5 2009 0 2

 

Tab1.:  Liczba zawartych transakcji przez poszczególne sieci aniołów biznesu.
Źródła:  www. pi.gov.pl ; dane pozyskane w grudniu 2009, później znikły z portalu.  Dane za 2011:   http://polban.pl/wlasny-biznes-pod-skrzydlami-aniola/ http://www.lba.pl/upload//Raport%20Kapital%20na%20start.pdf

 

A szkoda to wielka, bo aniołowie biznesu to formuła o największym chyba potencjale wspierania przedsiębiorczości  dają oni bowiem swoim „podopiecznym” nie tylko finansowanie, ale też wiedzę, kontakty i dostęp do nagromadzonego kapitału zaufania..

 

Siódme:  Kształtowanie nierealistycznych oczekiwań

Niejednokrotnie zaobserwować  przejawy tego typu postaw roszczeniowych na forach dyskusyjnych, czy na ulicach Grecji.   Urząd powinien dać mi pieniądze, „bo przecież będę tworzyć miejsca pracy” – argumentują ludzie.    Przy wszechobecnej promocji bezzwrotnych dotacji, znaczna część osób docierających na spotkania związane z pozyskiwaniem komercyjnego finansowania wycofuje się, dowiedziawszy się, że warunkiem pozyskania zewnętrznego inwestora jest oddanie części własności zakładanej firmy.    A na forach internetowych można spotkać wypowiedzi osób domagających się dotacji, argumentowanych: „jesteśmy młodzi, przedsiębiorczy, zasługujemy na to by dać nam szansę”.

 

Ósme – kształtowanie fałszywych wzorców

W normalnej, komercyjnej gospodarce ktoś, kto chce założyć firmę, oszczędza, szuka możliwości finansowania wśród rodziny, przyjaciół, czy aniołów biznesu.   W dojrzałych gospodarkach mamy  całe rzesze ludzi którym ktoś, kiedyś jakoś pomógł (niekoniecznie bezinteresownie) uruchomić ich własną firmę.  Co istotne, oni sami, i ich otoczenie uczą się jak budować kontrakty i relacje pomiędzy przedsiębiorcami a inwestorami.   To właśnie ci ludzie, gdy zbliżają się do końca okresu swej aktywności zawodowej stają się sami aniołami biznesu, czy „po przyjacielsku” inwestują w przedsięwzięcia młodych znajomych czy członków rodziny…   Polska, jeśli nie zmieni się u nas system wspierania przedsiębiorczości będzie pozbawiona tej „gleby przedsiębiorczości”.

Uzasadniony chyba niepokój musi budzić fakt, że w chwili obecnej młody przedsiębiorca uczy się „jak wypełniać aplikację o grant” i jak zaspakajać wymagania urzędników grantami dysponującymi, zamiast uczyć się jak zaspakajać potrzeby klienta…

 

9. Niszczenie wiary w siebie

Jednym z najważniejszych, jeśli nie najważniejszym czynnikiem sukcesu jest wiara w siebie, wiara w możliwość osiągnięcia wymarzonych celów.   Z doświadczenia, i badań naukowych wiemy, że jeśli mówimy komuś „dasz sobie radę”, „jesteś dobry” to ma istotnie większe szanse osiągnięć niż ktoś, kto otrzymuje przeciwny komunikat.  W bardzo interesującym eksperymencie, gdzie wśród grup kobiet azjatyckiego pochodzenia wzmacniano selektywnie stereotypy „kobiety są kiepskie w matematyce” i „azjaci są dobrzy w matematyce”, efektywność wykonywania zadań matematycznych spadała lub rosła wspierając głoszony przekaz[4]….

Zastanówmy się przez chwilę: jaki wpływ na samopoczucie, i dynamikę danej osoby ma fakt, gdy ktoś, kto zachęcony programem czterdziesto tysięcznego grantu na rozpoczęcie własnego biznesu dowie się, że pieniądze się skończyły?  Albo, gdy po ukończeniu szkolenia nie znajdzie się wśród tych osób, które grant otrzymały?     Czy nie jest zasadną obawa, że w takim systemie hojnego wsparcia dla wybranych nie będzie więcej osób zniechęconych do przedsiębiorczości, niż tych dla których to wsparcie odegra pozytywne znaczenie?

 

10.  Nieuczciwa konkurencja

Wydaje się, że wsparcie młodej  firmy to świetna sprawa.  Firma nabierze większej dynamiki, zatrudni nowych ludzi.   Ale.. Ale znaczne wsparcie finansowe działa odstraszająco na wszystkich innych potencjalnych chętnych.   Na normalnym, wolnym rynku za „odkrywcą” wchodzą inne firmy, próbując różnych metod, różnych podejść.  Z tej różnorodności bierze się bogactwo rozwiązań, innowacyjność.   W przypadku firm internetowych powstaje kilkanaście różnych  firm, które łacznie zatrudnią kilkaset osób. Dopiero później okazuje się która z nich była najlepsza..  Jeśli jednak za pomysłem takim idzie znacząca państwowa dotacja, to oczywiście odstrasza to innych..

Obecny system wspierania przedsiębiorczości i innowacyjności porównać by można do fundowania wybranym luksusowego transportu helikopterem, zamiast budowania dróg dostępnych dla wszystkich.

 

Co robić?

  1. Należy rozdzielić funkcje rozdzielania środków, od projektowania programów.   Jeśli Wysoka Instytucja formułuje programy, które dają istotną część dochodów dla wielu organizacji, to jak intensywnej dyskusji nad sensownością tych programów wśród tych organizacji możemy się spodziewać?

 

  1. Potrzebne są systematyczne badania nad efektywnością rozmaitych programów wspierania przedsiębiorczości, abyśmy mogli się uczyć (jako społeczeństwo) na dobrych i złych przykładach.

 

  1. Potrzebna jest staranna, dogłębna analiza kosztów programów wspierania przedsiębiorczości, uwzględniająca wszystkie źródła i rodzaje kosztów: koszty administracji programów po stronie instytucji zarządzających,  beneficjentów, jak tych, którzy grantów nie otrzymali, a stracili czas pieniądze, a często i okazję zaistnienia na rynku..

W chwili obecnej nie są mi znane żadne badania, które szacowałyby kompleksowo owe koszty.

A jedynie znajomość całościowych kosztów wszystkich interesariuszy stanowić może podstawę do podejmowania decyzji wyborze takiej, czy innej formy stymulowania rozwoju przedsiębiorczości i innowacyjności (czy jakiejkolwiek poważnej decyzji o strategicznym znaczeniu dla Państwa i Unii).

 

Polska (i cała Europa) potrzebuje strategii, które będą efektywnie wspierać rozwój przedsiębiorczości, a nie takich które pod najszczytniejszymi hasłami powodują rozbudowywanie biurokracji, umacniają roszczeniowe postawy i poczucie zależności od wszechwładnej administracji.. Czy choćby od unijnych dotacji..



[1] Ernesto Sirolli Ripples form Zambezi. Passion, entrepreneurship and the rebirth of local economies. New Society Publisheres Gabriola Island 1999.

[2] Jowita Flankowska, Pamiętnik stawiającej na siebie, Polityka 28 października 2006

 

[3] George Stalk, Time the Next Source of Competitive Advantage Harvard Business Review. July-August 1988.

[4] Hoyt, Crystal L; The role of leadership efficacy and stereotype activation in women’s identification with leadership.  Journal of Leadership & Organizational Studies  June 22 2005