0

Minister Nowak podejmuje zdecydowane działania na rzecz nagminnie bankrutujących podwykonawców..  Pytanie jednak, czy te działania, mające obronić ich przed chronicznym już niewywiązywaniem się zleceniodawców ze zobowiązań są tym co jest naprawdę potrzebne?

Wątpliwości budzi zarówno sposób rozwiązania (gwarancje i zaświadczenia) jak i sposób jej wprowadzania – przez kolejną ustawę.

Żądanie od wykonawców dodatkowych ubezpieczeń – na kwotę 3% kontraktu – na ew. pokrycie należności jest ruchem budzącym wiele wątpliwości.  Choć docenić można intencje, to efekt amortyzujący takiej kwoty jest wątpliwy (przy kosztach materiałów, które, jak skoczyły o kilkadziesiąt procent. I to przy ponad pięćdziesięcioprocentowym ich udziale w całej strukturze kosztów.  O ile jednak amortyzujący efekt jest wątpliwy, to na pewno wymóg takich ubezpieczeń w sposób istotny skomplikuje i przedłuży czas przygotowania oferty, a więc i całej procedury przetargowej.  A już obecnie często się zdarza, że czas przetargów i ustaleń jest dłuższy, niż czas prowadzenia robót inwestycyjnych.

Co więcej – Minister oczekuje, że główny wykonawca udokumentuje fakt zapłacenia pod-wykonawcom zanim sam otrzyma należność.   To w oczywisty sposób wyeliminuje z przetargów znaczną liczbę firm, które nie mają aż tak znacznych zasobów gotówki…  W konsekwencji realizacja projektów inwestycyjnych będzie droższa i jeszcze bardziej rozciągnięta w czasie..  Ale czy można inaczej?  Można.  Bardzo prosto. Przez pominięcie płatności na konto wykonawcy-koordynatora.  Jeśli obawiamy się problemów z płatnościami, można przyjąć zasadę, że inwestor płaci należność bezpośrednio na konto podwykonawcy po trzymaniu faktury parafowanej „przyjęto i zaakceptowano pod względem formalnym i rzeczowym” przez koordynatora inwestycji.  Nikt na tym nie traci, wszyscy zyskują.  Zyskuje nawet wykonawca-koordynator który mógł mieć kłopoty z pozyskaniem dobrych podwykonawców, który obawiać się mogli jego niewypłacalności..

Proste jest piękne, prawda?

Drugi problem, to sposób wprowadzania zmian.  Polska cierpi na obsesyjną wręcz chęć naprawiania wszystkiego przy pomocy kolejnych ustaw.  Ustawy – po pierwsze – z natury rzeczy wchodzą w życie z opóźnieniem, po drugie – przedłużają proces legislacyjny innych regulacji, i – po trzecie – z natury rzeczy są trudno zmieniane, bo w przypadku błędów wymagają uruchomienia kolejnego cyklu procesu ustawodawczego.   A przecież wiele potrzebnych zmian, a co najmniej te, mogą być w prowadzone w formie zalecenia, rozporządzenia czy po prostu jako rekomendacja dobrych praktyk dla instytucji prowadzących przetargi..

Bo przecież nie potrzebujemy więcej ustaw, potrzebujemy lepszych praktyk zarządzania.

Ale… Dawno temu, jeszcze „za komuny” mówiło się ironicznie „po co ma być prosto, jak można skomplikować.” I co?  „Nowe wraca”?

Ale nie chodzi o to, żeby krytykować błąd.  Każdy popełnia błędy.  Rzecz w tym, jak – w sposób systemowy zapobiegać takim błędom.

Już od dawna nauka pracuje nad zrozumieniem zagadnienia „dlaczego mądrzy ludzie podejmują głupie decyzje” – i,  co najważniejsze

„co z tym można zrobić”.   Wypracowana kilka efektywnych podejść, które w stosowane w odpowiedniej kombinacji dają możliwość unikania
błędnych decyzji.

Jedno, to metoda „burzy mózgów”  – metoda poszukiwania nowych pomysłów, pozornie dobrze znana, ale wcale nie tak często stosowana.
Drugie, to  pakiet zaleceń wynikających z identyfikacji problemu nazwanego „groupthink” – grupowym myśleniem; trzecie to technika zwana
„naradą morderców”, a rekomendowana  tam, gdzie decyzje dotyczą regulacyjnego wpływu „centrum” na zależne podmiotu.
Sprowadza się ona do poszukiwania sposobów, w jaki podmioty zależne mógłby „ograć” centrum pozornie podporządkowując się zaleceniom,
a w rzeczywistości maksymalizując swoje partykularne korzyści.

Metody lepszego podejmowania decyzji są w zasięgu ręki.  Wystarczy po nie sięgnąć.

 

 

Inne wpisy

Wykop - wykop Facebook - Flaker - Twitter - Technorati - Blip - Dodaj do blipa

Dodaj swój komentarz