W magazynie portalu WWW.NaTemat.pl  pojawił się artykuł p. Violetty Rymszewicz „Pochwała pesymizmu”, a następnie p. Marty Pawłowskiej z zadziwiającą tezą  „Smutny? Pesymista? To cechy ludzi kreatywnych, najlepszych pracowników”.

Niestety, mamy tu do czynienia zarówno z selektywnym dobieraniem faktów (lub nieznajomością szerszych badań i/lub ich kontekstu), nieuprawnionym rozciąganiem pojęć,  a wreszcie z niezrozumieniem istoty procesu innowacyjnego w organizacji.

 

Teza „pesymizm to cecha ludzi kreatywnych, najlepszych pracowników” została zbudowana na dwóch, prawdziwych skądinąd, spostrzeżeniach:

  1. Przesadne zabiegi rozwijające optymizm nie przynoszą efektu (ludzie którzy robili najwięcej afirmacji mieli gorsze rezultaty działania).

Wbrew pozorom w tych rezultatach nie ma nic dziwnego – jeśli samo pozytywne myślenie miało by zastąpić rzetelną analizę rzeczywistości i na dodatek energiczne działania to nic dziwnego.   Bo przecież to nie o wyczynianie cudów mantrami chodziło – jak mogło by się wydawać niektórym neofitom i propagatorom „pozytywnego myślenia”.

  1. Osoby nastawione pesymistycznie mają trafniejszy ogląd rzeczywistości.. Też prawda, ale nie cała..

Najzabawniejsze jest, że badania, które wzbudziły najwięcej zainteresowania pokazały, że najtrafniejsze oceny należą do… osób cierpiących na kliniczną depresję..   Ale tego autorki już się chyba nie odważyły napisać.

Pierwsze poważne zastrzeżenie, to sposób w jaki do tej tezy psychologowie dochodzili.  Jak piszą autorzy przeglądu badań   na ten temat „Znaleziono dowody potwierdzające tezę na istnienie depresyjnego realizmu, ale siła tych twierdzeń znika, gdy zwiększa się środowiskowa weryfikowalność tych badań”  („Positive evidence for the existence of depressive realism was found although the strength of that finding diminished as the ecological validity of studies increased.” (Keith Dobson i Renée-Louise Franche, Canadian Journal of Behavioural Science/Revue canadienne des sciences du comportement, Vol 21(4), Oct 1989, 419-433).

Jednym z popularniejszych badań było rzucanie lotkami do tarczy i pytanie o przewidywane wyniki kolejnych serii.   Co ciekawe, w tych badaniach kontrastem byli wysoce efektywni menadżerowie – i u tych stwierdzano systematyczne, nierealistyczne zawyżanie oczekiwań wobec swoich wyników.  A więc – nierealistyczny optymizm.

Można się zastanawiać – czy to dlatego, że owi ludzie sukcesu przenosili doświadczenia swojego poletka zawodowego na sytuację eksperymentu, czy też „wbudowany” optymizm dawał znać o sobie w obu przypadkach.

Tak, czy siak, wyniki badań nie dają podstaw do tak radosnej dla pesymistów tezy, jak stawiały autorki..

Dalej.. W zupełnie nieuprawniony sposób to właśnie nucie optymizmu w kulturze amerykańskiej zostały przypisany najgorsze plagi nękające to społeczeństwo – niewydolny system opieki zdrowotnej i przestępczość (dobrze, że tajfuny się uchowały).  Fakt, optymistyczne (na zewnątrz) społeczeństwo amerykańskie cierpi na te choróbska.  Ale czy to nie ma więcej wspólnego z wybujałym indywidualizmem i bezkrytyczną apoteozą wolnego rynku niż z optymizmem?

 

I wreszcie..

Prawdą jest, że smutek pomaga artystom, poetom tworzyć.  Ale czy rzeczywiście „ smutek jest pożądany w każdej branży. /../ Chodzi o smutek wynikający z niezadowolenia.”

A może potrzebny jest tu gniew, irytacja, niezgoda na rzeczywistość, na panujący „urzędowy optymizm”?

Może po prostu potrzebny jest zdrowy sceptycyzm, zamiast PR-owej „ściemy”?

Dla efektywnego wprowadzania innowacji, dla realnej kreatywności, trzeba być – jak Archimedes i Leonardo.  Choćby mniejszego formatu. (O szerokich zainteresowaniach Leonarda wiedzą wszyscy, a mało kto chyba wie, że Archimedes najpierw znany był jako poeta, potem jako inżynier, a ongiś tylko nielicznym jako matematyk.)

Efektywna innowacja wymaga wielokrotnego, cyklicznego przechodzenia od faz chłodnej, racjonalnej, krytycznej – a więc trącącej pesymizmem – analizy do dynamicznej, kreatywnej radośnie optymistycznej fazy poszukiwania pomysłów..  Tę dialektykę znajdziemy w idei brainstorming’u  Osborna jak w „six thinking hats” de Bono..

W drugim z artykułów zjawia się trafne spostrzeżenia „kreatywność to cecha wyjątkowo pożądana na rynku pracy, a wiele firm cierpi na jej niedobory.” I „jedną z największych zmór współczesnej korporacji jest „wizja bez implementacji””.

Właśnie.  Ale.. o ile zasmucony artysta – na pograniczu depresji – może napisać wiersz, może i namalować obraz (trudniej zaprojektować silnik) to faza implementacji, której tak brakuje jest fazą działalności przedsiębiorczej.

Skuteczny innowator w organizacji potrzebuje pozyskać zasoby (dostęp do laboratorium, maszyn, próbek), przekonać do pomysłu kolegów i szefów..  A tego „na smutno” nie da się zrobić.

Innowacje wymagają podejmowania ryzyka – tak przez inicjatora, jak i przez jego otoczenie.  A do tego niezbędna jest dawka optymizmu – nie koniecznie racjonalnego.

Pojawia się też w artykule p. Pawłowskiej teza „Nawet jeśli w firmie pojawia się pomysł, to brakuje już kolejnego na jego realizację i wdrożenie.”

Ha.. to chyba nie o to chodzi. Nie o brak pomysłów.  Ale o brak gotowości „oddania władzy” innowatorom nad „kawałkiem rzeczywistości”, brak długofalowego myślenia, woli poświęcenia doraźnego zysku i kwartalnych nagród na rzecz niepewnych ze swej natury inwestycji w „niesprawdzone pomysły jakiegoś tam inżynierka”.

 

W rzeczywistości (chętnie przedstawię swoje badania) organizacje mimo deklaracji „kreatywność to cecha wyjątkowo pożądana na rynku pracy” systematycznie tłamszą ich inicjatywę.  Czasem jest to zawłaszczanie pomysłów – a zwykle – najbanalniejsze ich ignorowanie.

 

To nie „dobór odpowiednich pracowników” – pesymistów zamiast optymistów jest kluczem.  (Mario Raich, współtwórca londyńskiej firmy innowacyjnych rozwiązań twierdzi, że nawet z najgorszych pracowników można wykrzesać innowacyjność).  Organizacje, które chcą być innowacyjne potrzebują podejść holistycznie do zagadnienia.  Nie wystarczą deklaracje, „misje”, „wizje” i „katalogi wartości”.   „Kultura organizacyjna” musi przejawiać nie w słowach, ale w gotowości popierania non-konformistów, eliminowania wewnętrznej biurokracji, akceptacji ryzyka, nieuniknionych błędów i wpadek.

Innowacyjna organizacja to nie frazesy, ale  wzorce osobowe (począwszy od szefa, który jest otwarty na polemikę), system realizowanych, a nie tylko deklarowanych wartości, otwarty system przepływu informacji i energiczna praktyka re-alokacji zasobów na nowe, obiecujące, choć i ryzykowne kierunki.

 

(Self-disclosure: autor jest magistrem matematyki, ukończył podyplomowe Studium Pedagogiki Twórczości, od wielu lat prowadzi treningi twórczego myślenia i rozwiązywania problemów.   Od wielu lat pracuje nad barierami innowacyjności w organizacjach i sposobami jej przełamywania. Jest sceptycznym optymistą i czasami pisuje wiersze.)

>>>>>>>>>>>

„Kropka nad i” do dyskusji o pesymizmie
Każdy kult i przesada to idiotyzm..
Ale nie można z np. kultu gimnastyki, w którym (wyobraźmy sobie) ktoś
twierdziłby, że samą gimnastyką uzdrowisz siebie i świat, czynić argumenty przeciw gimnastyce.

A optymizm ma solidne podstawy w badaniach:
w fundamentalnej pracy „Learned Optimism” z 1990, Martin E.P. Seligman pokazał, że:
> Optimists are higher achievers and have better overall health. Pessimism, on the other hand, is much more common; pessimists are more likely to give up in the face of adversity or to suffer from depression. Seligman invites pessimists to learn to be optimists by thinking about their reactions to adversity in a new way.

oraz..
w badaniach Petera Schulmana z Wharton Business School, opublikowane w The Journal of Selling and Sales Management, analizowano efekty optymizmu. W grupie agentów ubezpieczeniowych stwierdzono, że optymiści sprzedawali o 35% więcej, a pesymiści dwukrotnie częściej odchodzili z pracy po pierwszym roku.