Pomysł na biznes..

Dodany Sierpień 24th, 2011.
Kategoria: Negocjacje

Pomysł na biznes, na własną firmę nie musi być „darem niebios”. Są (względnie) proste sposoby na wypracowanie koncepcji o sporych szansach sukcesu…
Sposób pierwszy – transplantacja. Jeśli uda Ci się znaleźć dobrze funkcjonujący biznes w innym mieście – czy w innym kraju, to po odpowiedniej adaptacji sukces ten może być powtórzony u Ciebie.. Tak było z „Naszą Klasą” (wzorowaną na amerykańskim Facebooku, rosyjskim portalem „odnoklasniki” – wzorowanym z kolei na „Naszej-Klasie”, czy australijskiej sieci świeżo wyciskanych soków „Boost Juice” , który to pomysł został przywieziony z podróży po USA.
Sposób drugi, to przedsięwzięcie podjęte w odpowiedzi na zapotrzebowanie rynkowe; tak właśnie Hipolit Cegielski, jeden z najwybitniejszych polskich przedsiębiorców zachęcony przez znajomych założył sklep i z wyrobami mechanicznymi dla rolników (który to sklepik, poprzez warsztat rozrósł się do znaczącej fabryki).

Sposób trzeci, to innowacja wykraczająca poza znane sposoby zaspokajania – często nieuświadamianych przez przyszłych klientów potrzeb; taka była historia telefonu, samochodu czy choćby Googla…

Kolejny sposób to poszukiwanie „strategicznego dopasowania” – gdy zastanawiamy się, jak nasz potencjał (wiedzy, umiejętności czy kontaktów) możemy spożytkować dla zaspokojenia zauważonej potrzeby rynkowej. Taka była np. historia Larissy Vakuliny, inżyniera z wykształcenia która po 3 latach bezrobocia w Australii dostrzegła możliwość wykorzystania swych kontaktów w Petersburgu i założyła firmę eksportującą mięso Rosji. ( A już po trzech latach działalności wartość eksportu przekroczyła milion dolarów.. ). Na potrzeby moich warsztatów wypracowałem wariant metody wymuszonych skojarzeń, umożliwiający efektywne generowanie pomysłów łączących Twój indywidualny potencjał z potrzebami rynku..

Piąty (dla już istniejących firm), to poszukiwania rozszerzeń dotychczasowej działalności w oparciu o macierz Ansoff’a. Dwa podstawowe ich kierunki to a) nowe rynki (dla dotychczasowych produktów) i b) nowe produkty (dla dotychczasowych klientów); całkowita dywersyfikacja (nowe produkty dla nowych klientów udaje się najlepiej, gdy bazują na istotnych kompetencjach firmy. Dla Hondy, gdy wkroczyła na rynki samochodowe taką kompetencją była wykształcona w produkcji kosiarek spalinowych umiejętność budowania małych, sprawnych silników…

Paweł J. Dąbrowski

Ostatnie decyzje zarządu Poczty Polskiej (budzące wściekłość pracowników poczty obcięcie wielu dodatkowych świadczeń) świadczą, że podzieli ona los General Motors…

Oczywiście, o ile nie nastąpią radykalne zmiany.

Niektórzy twierdzą, że wielkie firmy państwowe „z natury rzeczy” nie mogą być efektywne. Nie do końca – fakt, trudno o dyscyplinę finansów i uważność na potrzeby klienta, gdy się ma poczucie monopolu. Ale tę arogancję Poczta Polska dzieli też z wyżej wspomnianym GM który to, choć nie był firmą państwową, widział siebie jako niezagrożonego mocarza swego rynku.

Ale podobieństwa nie ograniczają się do dominującej pozycji: kierownictwo Poczty Polskiej (podobnie jak kierownictwo GM) koncentruje się na odbieraniu przywilejów przepłacanych w jej opinii pracownikom. Czy rzeczywiście zarabiają oni za dużo? Wbrew pozorom, jest to nieistotne! Jeśli poczta pracowałaby dwa razy efektywniej, sprzedając (w warunkach uczciwej konkurencji) usługi o dwa razy wyższej wartości, to dlaczego jej pracownicy nie mieliby więcej zarabiać – na siebie i swoje rodziny? No właśnie zarabiać na siebie, a nie zdzierać haracz monopolisty …
Trudno o większy absurd, i lepszy dowód na nieudolność Poczty w obecnym stanie, niż fakt, że konkurencja potrafi wdzierać się na rynek zastrzeżony dla Poczty Polskiej przez sztuczne obciążanie swoich przesyłek – czy to metalową blaszką, czy notesikiem…
Niestety, absurdalnie chaotyczne decyzje typu zmiana logo tylko pogłębiają poczucie niekompetencji kierownictwa i beznadziejności..
A kogo to obchodzi? Wbrew pozorom – po pierwsze wszystkich – przecież wszyscy (jako podatnicy i konsumenci) za to płacimy w różny sposób – chociażby przez brak dostępu do lepszych usług, i przez to, że ta perła majątku narodowego systematycznie traci swój blask…
Interesować powinno to też samych pracowników; im bardziej nic się w Poczcie Polskiej nie zmienia, tym bardziej pewne jest, że zmieni się to nagle i z wielkim hukiem…
Ale… Czy może byś inaczej? Może. Warto spojrzeć na przykład Australia Post z drugiej strony kuli ziemskiej. Jak wiele innych monopoli państwowych była ona swego czasu symbolem bojowych związków zawodowych, bezwzględnie broniących przywilejów swych członków, niskiego poziomu obsługi i „nieodzownych” państwowych dotacji. Dzisiaj jest sprawną, dynamiczną organizacją dającą pewność, że list wysłany przed osiemnastą będzie dostarczony w innym wielkim mieście w ciągu dwóch dni… Australia Post raźno wkroczyła na tworzący się rynek przesyłek będących produktem handlu internetowego, wyrabiając sobie doskonałą pozycję zaufanego dostawcy, zanim konkurenci zdołali tam zaistnieć…
Cóż.. Gdybym był właścicielem choć jednego procenta akcji Poczty Polskiej zafundowałbym dwudziestoosobowej ekipie zarządczej i przywódców związkowych wycieczkę do Australii, by tam zobaczyli jak efektywnie może działać siostrzana firma…
Prawdopodobnie byłaby to świetna inwestycja..
A tymczasem – co mogą zrobić pracownicy i kierownictwo? A dlaczego nie poszukać samemu, na wszystkich szczeblach organizacji źródeł oszczędności i podnoszenia efektywności? A dlaczego by samemu nie wejść na nowe, pokrewne rynki? W tym momencie, wg wielu opinii i mojego doświadczenie rynek przesyłek kurierskich jest wyraźnie niedopieszczony i oferuje atrakcyjne marże…
Poczta Polska – a także jej pracownicy i kierownictwo – ma jeszcze szanse… Pytanie, czy je wykorzysta…

Fakt, który należy docenić to dynamiczny rozwój Banku Pocztowego. Pokazuje to, że kierownictwo Poczty Polskiej potrafi dostrzec strategiczne okazje i tworzyć nowe, zyskowne rynki.

Jest więc nadzieja…