co z nauczaniem przedsiębiorczości

Dodany Kwiecień 23rd, 2012.
Kategoria: Negocjacje

Stan obecny

Przedmiot „Podstawy Przedsiębiorczości” wg obecnego programu dla szkół średnich wydaje się być totalnym nieporozumieniem.   Po pierwsze – przedmiot ma niewiele wspólnego z istotą przedsiębiorczości.

W obecnej konstrukcji przedmioty z obrzeża problematyki de facto zagarnęły 80-90% tematyki.

Co gorsza, podstawowe kwestie, kluczowe dla rozumienia przedsiębiorczości nie są tam poruszone.

Po  drugie – te nieliczne elementy przedsiębiorczości które są w programie obecne nie mogą inspirować, czy zachęcać do przedsiębiorczości:  wręcz przeciwnie.   Zamiast o fascynujących przykładach osiągnięć i wkładu przedsiębiorców (i ludzi przedsiębiorczych) na rzecz dobrobytu społeczeństwa mówi się tam o nudnych  i  uciążliwych biurokratycznych procedurach, lub wysoce abstrakcyjnych koncepcjach ekonomicznych.

Po trzecie – nawet gdyby zaakceptować koncepcję przedmiotu, to nie sposób oczekiwać, by przedmiot tak eklektyczny mógł być kompetentnie prowadzony przez jakiegokolwiek nauczyciela.   Nic więc dziwnego, że słyszymy opinie „każdy uczy czego potrafi”   „zajęcia prowadzone są pokracznie przez przypadkowe osoby”.

Przyczyny

Domyślać się można, że podstawową przyczyną powstania  takiego stanu rzeczy, jest fakt, że zaprojektowanie przedmiotu powierzono grupie ekspertów w dziedzin pokrewnych przedsiębiorczości.   Skutkiem tego właśnie dziedziny poboczne zajęły prawie całą przestrzeń przedmiotu, z bardzo niewielką ilością czasu która została poświęcona kwestiom stricte przedsiębiorczym.  (Jak się dowiedziałem

 

Stan ten nie jest przedmiotem uczciwej dyskusji  naukowej z powodu (być może tylko  domniemanej) presji Ministerstwa edukacji w tej kwestii.  Może to tylko urojony lęk przed „narażeniem się”, ale od młodego zdolnego doktora usłyszałem  „przestałem się zajmować przedsiębiorczością – bo jest to  niepoprawne polityczne”;  a od profesora jednej z najlepszych uczelni zarządzania, że „nie jest nam zręcznie występować przeciw polityce ministerstwa” .

 

Rekomendacje

Przedmiot przedsiębiorczości powinien skupiać się na rozwijaniu

a) postaw przedsiębiorczych i

b) rozumienia roli przedsiębiorców w społeczeństwie.

Należałoby więc usunąć elementy dotyczące wysoce abstrakcyjnych koncepcji ekonomicznych, które i tak nie mogą być kompetentnie nauczane, a skupić się w zamian na promowaniu inspirujących wzorców osobowych – tak historycznych (np. rodzina Wedlów, Hipolit Cegielski czy ksiądz Piotr Wawrzyniak) jak i lokalnych (tj. ludzi, którzy dokonali czegoś i mogą się osobiście spotkać z uczniami).

Potrzebne jest ponadto rozwijanie wyobraźni biznesowej, tak aby kształtować chęć brania swojego losu we własne ręce, a nie przytłaczanie uczniów informacjami o biurokratycznych procedurach.   Gdy uczeń naprawdę zechce coś stworzyć, to znajdzie już sam drogę przez rozmaite formalności.

Służyć mogą temu rozmaite projekty – również, choć nie tylko komercyjne – realizowane na rzecz  klasy, szkoły, otoczenia..

A może jednak???

Dodany Kwiecień 5th, 2012.
Kategoria: Negocjacje

Mieszkam obecnie w Lublinie,
i często tu słyszę, że
„nic nie można zrobić,
bo mamy taki mały kapitał społeczny, że ludzie sobie nie ufają.”

Pewnie to i trochę prawda..

Ale.. spójrzmy na przepiękny Hotel Lublinianka w tym mieście..

Ten budynek, to przedwojenna Kasa Przemysłowców Lubelskich..

Już wtedy potrafili oni dogadać się ze sobą skutecznie dogadać..

A na  konkurującym o palmę pierwszeństwa
w „braku kapitału społecznego” Podkarpaciu też przed wojną,
w małej wsi Handzlówka ludzie potrafili się nader skutecznie dogadać.

Pod wodzą pisarza gminnego, Franciszka Magrysia założono kółko rolnicze
i  wdrożono wiele inicjatyw rozwojowych.

Również obecnie w Handzlówce dzieją się ciekawe rzeczy,
a prawnuczka Franciszka, p. Małgorzata Magryś
otrzymała tytuł „Sołtysa Roku 2007″…

 

Może więc warto uwierzyć w siebie i w lokalne społeczności?

Polskie samorządy – gminne, miejskie i regionalne  (a również samorządy przedsiębiorców)
potrzebują liderów, potrzebują ludzi z wizją…

 

 

 

 

 

 

Ściema na Nobla – czyli mit mikro-pożyczek..

Dodany Marzec 6th, 2012.
Kategoria: Negocjacje

Niedawny reportaż CNBC pokazał na przykładzie programu mikropożyczek jak skutecznie cudowna z pozoru metoda może zniszczyć zdolność krytycznego myślenia i sensownego działania; jeśli tylko jest ona w rozmaity sposób korzystna dla kluczowych graczy…

Profesor Yunus, twórca koncepcji mikropożyczek otrzymała w roku 2006 nagrodę Nobla i był witany szeroko na świecie jako herold nowej nadziei na pokonanie biedy w krajach trzeciego świata, a także wyzwolenie uciemiężonych materialnie i społecznie kobiet…

U podłoża koncepcji leżało cenne spostrzeżenie: wielu drobnych wyrobników w krajach trzeciego świata było de facto niewolnikami lokalnych lichwiarzy. Pakistańska kobieta, by wykarmić swą rodzinę zaciągała pożyczkę na sto, a na często nawet i dwieście procent, by móc wykarmić swą rodzinę i kupić wełnę na dywan.. Po wielu miesiącach żmudnej pracy i sprzedaży dywanu zostawało jej tyle, że mogła spłacić dług.. i tak rok po roku, setki tysięcy biednych przedsiębiorców-wyrobników trwało w perpetualnym niewolnictwie długu.

Dla tych wszystkich ludzi pożyczka na dużo bardziej ludzkich warunkach – za jedyny 30-40% wydawała się być wybawieniem.. Mocnym punktem systemu mikro-pożyczek był też fascynująco wysoki wskaźnik spłacalności długów; przypomnijmy że w wyjątkowo trudnej grupie docelowej „finansowo wykluczonych”. Osiągane było to dzięki zbiorowej odpowiedzialność wspólnot pożyczkowych, które – zwykle zbierane po siedem osób – były solidarnie odpowiedzialne za długi.

Problem jednak w tym, że za otrąbionym sukcesem i setkami milionów dolarów (w jednej tylko dotacji Norwegia przyznała Grameen Bank profesora Yunusa 130 mln) nie poszła rzetelna analiza, rzetelne, obiektywne badania. Dopiero znacznie później pokazano, że rezultaty działań były więcej niż wątpliwe. Jedno z badań wykazało, że na 2000 uczestników procesu (z czego połowa była klientami osławionego Grameen Bank 33% doznało uszczerbku finansowego, sytuacja 50% nie zmieniła się, a jedynie 17% odniosło korzyści. Inne, weryfikacyjne badania pokazały, że to co przyjmowano za sukces społeczny było często artefaktami, czyli sztucznymi wynikami badań, lub opisywały oczywistości społeczno-ekonomiczne nie zwiane z działaniami firm mikropożyczkowych.

Sztuczny, fałszywy wynik badań polegał na tym, że prosta statystyczna korelacja dochody-uczestnictwo w programie pożyczek była interpretowana jako skuteczność pomocy, gdy tymczasem wynikała ona z prostego faktu, że bogatsi łatwiej dostawali pożyczki, czyli, że korelacja była odwrotna..

Wydało się też, że wyniki organizacji charytatywnych zajmujących się likwidacją biedy, były systematycznie ubarwiane, a promocja dla możnych sponsorów była pełna oszustw. Tak na przykład w reportaży telewizyjnym o jednej z bohaterek mikropożyczek na dowód efektywności koncepcji i jej osobistego sukcesu pokazano dom.. jej bogatego sąsiada. Na spotkanie z Hilary Clinton ściągnięto autobusami do odwiedzanej wsi specjalnie przeszkoloną klakę kobiet związanych z filantropijną organizacją. Działania te były bardzo, bardzo skuteczne pod jednym względem – coraz więcej dotacji rządowych, korporacyjnych i tych od prostych ludzi dobrej woli napływało do kas organizacji charytatywnych. Z drugiej strony, pożyczki brane były często na na cele konsumpcyjne, lub na inwestycje różne od tych, które były u zarania projektu – jak kształcenie dzieci, czy kupno ziemi. Inwestycje takie, o istotnie niższej stopie zwrotu, niż stopa oprocentowania Grameen Bank (40%) nie mogły być efektywnie spłacane. W rezultacie długi nie mogły być spłacane, i „rozpętywało się piekło”.
Sąsiedzi, wspólnie gwarantujący kredyt z grupy wsparcia stawali się najbrutalniejszą grupą nacisku, a pracownicy mikro-banku, motywowani wskaźnikami i przetrwaniem ich firmy, z pracowników socjalnych, wspierających rozwój stawali się bezwzględnymi egzekutorami. Okazało się więc, że to, co miało być wybawienie, stało się plagą..
Jedynie 2010 roku, w samym stanie Andhra Pradesh popełniono 80 samobójstw z powodu niemożności spłacenia długu; dłużnicy często byli – i są – do samobójstwa zachęcani. Bo wtedy ich dług spłaci ubezpieczyciel…

Oczywiście – znaczna część pożyczkobiorców sama sobie była winna – nie przeliczyli dokładnie, wzięli na siebie zbyt wielkie ryzyko.. Tylko.. Czy w takim razie warte to było ogromnej pomocy, świadczonej przez naiwnych sponsorów? Kluczowe jest, że to, co miało być narzędziem wybawienia, biednych stało się – przynajmniej dla aparatu firm mikro-pożyczkowych fantastycznym biznesem.. Hojnie dotowanym..

Lekcje, którą musimy wyciągnąć są wielorakie. Po pierwsze – musimy być bardzo, bardzo ostrożni jeśli chodzi o ocenę efektywności wydawania publicznych pieniędzy, że działania, podejmowane w imię szczytnych celów stawać się mogą wygodnym narzędziem wyłudzania pieniędzy, że biurokracje benewoelntnych organizacji zaczynają służyć same sobie, że mają one szerokie możliwości fałszowania rzeczywistości tak, aby wyniki ich działanie wyglądały możliwie najlepiej…

Wreszcie, że zawsze potrzebny jest rzetelny, niezależny system korygującego sprzężenia zwrotnego -tak dla rzetelnej oceny wyników, by wiedzieć czy dobrze wydajemy pieniądze, jak i po to, by dobre działania danej organizacji oddzielać od mniej udanych, czy wręcz nie trafionych.

Tragiczne, że w Polskich warunkach brak jest rzetelnej analizy działań programów wspierania przedsiębiorczości, brak jest rzetelnej, społecznej kontroli nad wieloma miejscami, gdzie nasze wspólne pieniądze są wydawane..

Pół Polski żyje porwaniem sześciomiesięcznej Madzi z Sosnowca..

A wczoraj z pewnym zażenowaniem obserwowałem w telewizji wystąpienie rzecznika prasowego policji, który na zachętę dziennikarza, że jest jakaś możliwość zapewnienia porywaczowi ułaskawienia odpowiedział – prawdziwie niewątpliwie – „to ostatecznie wszystko zależy od sądu”.
To niewątpliwie prawda.. Tylko – co z tego wynika? Jaki jest pożytek z takiej wypowiedzi?

Porównajmy to z doniesieniami „Wyborczej”:

W porozumieniu ze zrozpaczonymi rodzicami porwanej z wózka Madzi Krzysztof Rutkowski postanowił przebić niedawny apel do sprawców, by zostawili dziecko w jednym z okien życia i w ten sposób uwolnili się od kłopotów. Nowa oferta, jaką w sobotę przygotowali prawnicy detektywa, idzie dalej: – Obiecujemy porywaczowi całkowitą bezkarność, jeśli dobrowolnie odda rodzicom dziewczynkę całą i zdrową – zapowiada Rutkowski.

„Kontrakt” polega na tym, by przy porwaniu Madzi wykorzystać jeden z przepisów kodeksu karnego o uprowadzeniu dla okupu: prawo przewiduje, że jeśli sprawca odstąpi od wymuszenia i z własnej woli uwolni zakładnika, nie podlega odpowiedzialności karnej. Wprawdzie za Madzię nikt na razie nie żąda okupu a kidnaping można też ścigać na podstawie innych przepisów karnych, to jednak Rutkowski daje do zrozumienia, że w praktyce los porywacza przed wymiarem sprawiedliwości zależeć będzie od tego, jakie zeznania zdecydują się podtrzymywać pokrzywdzeni rodzice. – Może to szokująca propozycja i na pewno niełatwa, ale uznaliśmy, że warto ją złożyć, żeby za wszelką cenę uratować dziecko. Nic więcej się nie liczy! – podkreśla Rutkowski.

Jest jeszcze coś – to, jak traktowani są współ-pokrzywdzeni, czyli rodzice.

Zacytujmy znowu:
„(Matka Madzi) Dziękowała też policji za pomoc, ale nie ukrywała żalu, że o działaniach policji wiedzieli więcej dziennikarze niż rodzina. Nikt nie zadzwonił, nie poinformował co się dzieje. Dopiero biuro pana Rutkowskiego wprowadziło ład, porządek i wsparcie duchowe – dodała.”

Reputacja warta 6 złotych…

Dodany Styczeń 29th, 2012.
Kategoria: Kreatywny biznes Negocjacje

Nie tak dawno zmieniłem bank. Poprzedni wkurzył mnie ciężko, każąc sobie płacić po 5 złotych za każdy (internetowy!) przelew (jak chyba każdy nowoczesny człowiek płacę rachunki przez Internet). Gorzej, że długo nie mogłem się doszukać przyczyn wysokich, comiesięcznych opłat – podejrzewając jakiś błąd. Nawet wysyłałem zapytania – odsyłano mnie do Regulaminu i kilkudziesięciostronicowej Tabeli Opłat. Wreszcie dotarłem do informacji o skandalicznie wysokich opłatach – i zmieniłem bank. Mój Nowy Bank zachęcił mnie zerem na opłatę za rachunek, zerem za wypłaty w bankomatach i zerem na przelewy. Więcej – deklarował się jako „ten uczciwy”, jako nowy standard w bankowości..

Aż tu.. Nagle zjawia się na moim koncie opłata – 6 zł.. Za co??? Małe śledztwo – i już wiem. To sprawdzenie konta w bankomacie tyle mnie kosztowało… Może nie tak wiele, ale.. poczułem się oszukany – bo wypłaty w bankomatach miały być bezpłatne, a sprawdzenie to prawie to samo… Ok., ewentualnie mogliby coś kazać zapłacić, ale jakąś godziwą cenę.. na poziomie koszty + uczciwa marża.. A koszt sprawdzenie to dla banku2-3 grosze..

Cóż.. przeboleję.. Ale bank stracił u mnie kredyt zaufania. Przekaz „czynem” był prosty: „tak od czasu do czasu mamy promocję, czasem dołożymy do interesu by zdobyć klienta, ale, jeśli tylko odwrócisz oczy oskubiemy cię do gołej skóry”. A już się cieszyłem (naiwnie), że znalazłem uczciwy bank.. Już myślałem – z nimi można robić interesy.. Wiem – będę brał kredyt na samochód, pewnie na dom… I chętnie – przy godziwej cenie dał komuś zarobić. Komuś, do kogo miałbym zaufanie. Wiem, że jeszcze przedwczoraj wziąłbym w moim Nowym Banku kredyt – nawet minimalnie droższy.. Ale miałbym błogie poczucie „oni mnie nie orżną”. A tak.. złudzenia – za okno!

Sprzedali Państwo swoją reputację za 6 złotych..

Nie likwidujcie naszej szkoły!

Dodany Styczeń 25th, 2012.
Kategoria: Kreatywny biznes Negocjacje

Przez Polskę przewala się fala protestów związanych z likwidacją szkół…

Obie strony – jak zawsze – mają swoje racje…

Władze samorządowe – bo przy malejącej liczbie uczniów, i wielości wydatków,
gdy nie starcza na wszystko co by się chciało utrzymywanie małych szkół wygląda nieracjonalnie.

Małe szkoły to jednak i wygoda i lepszy proces dydaktyczny.. (a poza tym jest tyle wydatków, które mogliby obciąć..)

Czy coś można z tym zrobić? Czy to naprawdę pat?

Otóż nie – można zrobić coś poza klasycznym „przeciąganiem liny” i „kto – kogo”..

Jeśli to właśnie koszty są krytycznym czynnikiem, to może..
Może wzięcie szkoły pod zarząd społeczny, przy zadeklarowaniu istotnej redukcji kosztów można szkołę jednak utrzymać?

Bo przecież: – uczniowie (pod dozorem nauczycieli czy rodziców) samo mogą szkołę sprzątać, lokalna firma – czy supermarket jednej z wielkich sieci handlowych może szkołę wesprzeć, rodzice mogą dokonać renowacji..

Zawsze jest więcej możliwości niż strajk, niż walenie pięścią w stół…

Zwłaszcza, jeśli ten stół – jak samorządowe finanse – ma już dość wątłe nogi..

A kreatywny mediator może pomóc stronom dojść do porozumienia..

przez Polskę przewala się fala protestów związanych z likwidacją szkół…

Obie strony – jak zawsze – mają swoje racje…

Władze samorządowe – bo przy malejącej liczbie uczniów, i wielości wydatków,
gdy nie starcza na wszystko co by się chciało utrzymywanie małych szkół wygląda nieracjonalnie.

Małe szkoły to jednak i wygoda i lepszy proces dydaktyczny.. (a poza tym jest tyle wydatków, które mogliby obciąć..)

Czy coś można z tym zrobić? Czy to naprawdę pat?

Otóż nie – można zrobić coś poza klasycznym „przeciąganiem liny” i „kto – kogo”..

Jeśli to właśnie koszty są krytycznym czynnikiem, to może..
Może wzięcie szkoły pod zarząd społeczny, przy zadeklarowaniu istotnej redukcji kosztów można szkołę jednak utrzymać?

Bo przecież: – uczniowie (pod dozorem nauczycieli czy rodziców) samo mogą szkołę sprzątać, lokalna firma – czy supermarket jednej z wielkich sieci handlowych może szkołę wesprzeć, rodzice mogą dokonać renowacji..

Zawsze jest więcej możliwości niż strajk, niż walenie pięścią w stół…

Zwłaszcza, jeśli ten stół – jak samorządowe finanse – ma już dość wątłe nogi..

A kreatywny mediator może pomóc stronom dojść do porozumienia..

Punkt wyjścia

Trudno się dziwić rozgoryczeniu 144 byłych pracowników lubelskiej firmy „Protekor”, którzy w przeddzień Wigilii Bożego Narodzenia dostali przez kuriera wypowiedzenia… Bo przecież zaledwie dwa tygodnie wcześniej obiecywano im pracę, jeszcze pół roku wcześniej pan Paweł Strączyński, wiceprezes Protektora na antenie ogólnopolskiej telewizji przedstawiał świetlaną przyszłość zakładu… Trudno im się dziwić że sięgają do strajku okupacyjnego, gdy się czują zwyczajnie oszukani, gdy czują się potraktowani bezwzględnie, nieludzko, gdy czują się oszukani.

Trudno się dziwić poczuciu krzywdy, gdy – jak to trafnie opisali jeszcze w … Hamel i Prahalad: w swej fundamentalnej pracy Competing for the Future : „pracownicy słyszą, że są najcenniejszym majątkiem firmy, ale wiedzą o tym, że są majątkiem, którego firma najłatwiej się pozbywa”.

Jeśli jednak chcemy znaleźć skuteczne, trwałe rozwiązanie problemu musimy też zrozumieć drugą stronę, i zrozumieć uwarunkowania całej sytuacji. Musimy zrozumieć, że cały sektor produkcji materialnej w krajach Unii Europejskiej jest zagrożony w swych podstawach istnienia, gdy fabryki w Chinach produkują wszystko w skali masowej, a do tego korzystają z nieporównanie tańszej siły roboczej.

Musimy zrozumieć, że kierownictwo zakładów potrzebuje myśleć w skali co najmniej kilkunastu lat, że nawet zakłady które dziś są rentowne wymagają strategicznego, długofalowego spojrzenia dla podjęcia decyzji o ich utrzymaniu i inwestowaniu w ich rozwój.. Czy choćby utrzymanie.

Musimy zrozumieć, że tyko przez integrację produkcji w skali Unii Europejskiej, przy osiąganiu najwyższych poziomów jakości i przez wprowadzanie innowacyjnych produktów możemy mieć nadzieję,

Menadżerowie i przedsiębiorcy wielokrotnie dostawali brutalne lekcje, gdy proces przeobrażeń przedsiębiorstw przedsiębiorstwa, których miejsca pracy mogłyby być – choć częściowo – zachowane bywały doprowadzane na skraj bankructwa przez bojowe, acz krótkofalowo myślące związki zawodowe. Lublinianie nie muszą daleko szukać przykładów – w tak dobrze pamiętanym przez wielu z nas okresie przemian Lubartowski Kasprzak mógł pozyskać francuskiego inwestora i zyskać nowe perspektywy. Wymagało to jednak istotnej redukcji zatrudnienia – zwłaszcza wśród rozbudowanej zakładowej biurokracji. Bolesny byłby to zabieg, ale choć coś 40% załogi straciło by pracę, inni by ją utrzymali. A utrzymawszy ją, dzięki swoim zarobkom dawali by pracę setkom innych ludzi… Między innymi tym, którzy musieliby z „Kasprzaka” odejść..

Musimy zdać sobie sprawę, że wypłacanie ogromnych – z punktu widzenia przedsiębiorstwa – odpraw mogłoby podciąć jej korzenie, doprowadzić do bankructwa i pozbawić pracy wszystkich innych. Nawet wtedy, gdy odprawy takie nie wydają się wcale wygórowane z punktu widzenia kogoś kto swemu miejscu pracy poświęcił dziesiątki lat i z dnia na dzień traci nie tylko zarobek, ale i wszystkie nadzieje na przyszłość, gdy plany rozpadają się w pył i człowiek – zwyczajnie – „nie wie co ze sobą zrobić”…

Doświadczenia

Czy można inaczej? Największa wojna przemysłowych gigantów – General Motors i Toyoty daje chyba najlepszy materiał do przemyśleń; wynik tak rozległego starcia rozgrywający się na przestrzeni prawie całej kuli ziemskiej nie mógł być wynikiem tej czy innej dobrej decyzji, tym bardziej przypadku.

Względnie nie tak dawno, za pamięci starszych z nas Toyota była względnie niedużą, prowincjonalną firmą z ogromnymi ambicjami. Gdy stracie się rozpoczynało, naprzeciw niej znajdował się amerykański gigant, rozsiadły na prawie wszystkich kontynentach – nie tylko w macierzystej Ameryce, ale i w Europie (Opel) a nawet w Australii (Holden). O Toyocie – i innych ambitnych „Japończykach” mówiono z lekceważeniem, że swój sukces zawdzięczają temu, iż azjaci pracują „za pół darmo”. W tym to czasie o jej potężnym rywalu mówiono „co jest dobre dla General Motors jest dobre dla Ameryki”.

Toyota, jako pierwszy japoński producent rozpoczęła sprzedaż swych samochodów w 1957 roku w Ameryce, w 2007 wysforowała się na prowadzenie, bijąc GM w liczbie sprzedawanych samochodów, a w 2009 GM ogłosiło bankructwo, zamknięto tuzin zakładów, a 20 000 pracowników znalazło się na bruku. Ocenia się, że wraz z dostawcami i dealerami pracę stracić mogło 100 000 osób.

Podobnie inspirujący jest przypadek Semco; ta brazylijska firma nie tylko przetrwała samodzielnie w warunkach hiperinflacji, ale i osiągnęła godne pozazdroszczenia tempo rozwoju (wartość sprzedaży wzrosła z 4 mln dolarów w 1884 do $212 w roku 2003, zatrudnienie w tym okresie z 90 osób do 3 000). Jej średnie tempo rozwoju na przestrzeni 14 lat wyniosło 27,5%..

To, co łączy oba, jakże zastanawiające przypadki, to podejście do ludzi. Jednym z kluczowych czynników jest legendarna jakość Toyoty – podczas gdy GM często wypuszczał samochody pozostawiające (w oczach współczesnego klienta) wiele do życzenia… Ale niewątpliwie nieodzownym, kluczowym czynnikiem sukcesu Toyoty były zupełnie inne relacje firmy z jej pracownikami (a także z klientami i kooperantami). General Motors – jak większość firm amerykańskich – nie miała najmniejszych skrupułów z wyrzucaniem ludzi na bruk. Tymczasem, gdy jakiś zakład staje się niepotrzebny – na skutek zmiany profilu produkcji kierownictwo Toyoty „staje na głowie” by znaleźć zajęcie dla tych ludzi…

W General Motors dominowało konfrontacyjne podejście – łatwości pozbywania się ludzi ze strony zarządu towarzyszyły roszczeniowe postawy, wysoki poziom absencji i częste strajki.

Co można trzeba zrobić?{uwaga redakcyjna: skreślenie tu jest zabiegiem celowym}
Najprawdopodobniej nic już nie da się zrobić w kwestii „Protektora” i jego 144 zwolnionych. Rozhuśtane emocje osiągnęły ten poziom, że trudno rokować znaczniejsze powodzenie mediacjom zorganizowanym przez wojewodzinę Szołno-Koguc.. Strony zdają się być przekonane, że zostało im już tylko wydzieranie sobie nawzajem resztek majątku firmy.
Ale są inne firmy. Mówi się, że dwadzieścia osiem firm lubelskich planuje zwolnienia, które objąć maja 378 osób.. A możliwe, że o wielu innych nie wiemy… To ich miejsca pracy – i miejsca pracy tych, którzy jej teraz nie mają, są stawką..
Musimy sobie bardzo, bardzo wyraźnie powiedzieć:

Potrzebna jest zmiana paradygmatu myślenia… Musimy wreszcie odrzucić marksistowski schemat o „walce klas” i związane z nim stereotypy: że przedsiębiorcy to złodzieje i wyzyskiwacze, a robotnicy są jedynie od wykonywania poleceń i nie mogą sami nic specjalnego wnieść do rozwoju firmy.

Żadne miejsca pracy nie będą długo bezpieczne, jeśli firma nie będzie przynosiła zysków; a i żadna firma nie przetrwa długo, jeśli nie będzie potrafiła wykorzystać potencjału innowacyjnego swoich pracowników. Powiedzmy to sobie wyraźnie – świat pędzi do przodu, chcemy, czy nie – i tylko raźno przebierając nogami możemy utrzymać swoją pozycję. Muszą zmienić swoje nastawienie pracownicy, muszą często też często zmieniać je kierownictwa firm.

Mało jest równie cennych wypowiedzi, równie proroczych jak ta, którą Konosuke Matsushita (jeszcze w latach siedemdziesiątych), prezes Panasonic adresował do zachodnich menadżerów:
„ My wygramy, a wy przegracie. Nic na to nie poradzicie, bo ta choroba przeżarła was od środka. Wasze firmy są zbudowane, na taylorowskich przesłankach. Gorzej, wasze głowy też. Jesteście przekonani, że dobre zarządzanie to kierownictwo z jednej strony, a pracownicy z drugiej, po jednej ci, którzy myślą, a po drugie ci, którzy tylko wykonują pracę.
Dla was dobre zarządzanie to sztuka płynnego przekazywania idei kierownictwa do rąk robotników.(…)
My wiemy, że biznes stał się nieprawdopodobnie skomplikowany. Przetrwanie jest bardzo niepewne, w środowisku narastająco pełnym ryzyka, niepewności i konkurencji. (…)
My wiemy, że inteligencja kilku technokratów – nawet wybitnie inteligentnych – jest niewystarczająca dla sprostania tym wyzwaniom. Tylko intelekt wszystkich pracowników może pozwolić firmie, na przejście przez zawirowania, by sprostać wymaganiom nowego środowiska.”

A więc co konkretnie można trzeba zrobić? Na pewno niewiele przyniosą apele do polityków o pomoc; nie dość, że nie mają odpowiednich narzędzi. Gorzej, że przekazywanie społecznych funduszy na nie rokujące przyszłości zakłady przynosiłoby więcej szkody niż pożytku.

Najwięcej zależy od samych firm, od ich pracowników. I tu jest do rozbicia kolejny mit. Powstało w Polsce przekonanie, a – niestety – przejawia się ono też w dokumentach Komisji Europejskiej, że to w młodzieży jest największy potencjał twórczy. Nic bardziej błędnego. Choć w śród młodych ludzi – oczywiście – pojawia się wiele ciekawych pomysłów (zwłaszcza w obszarze technologii informatycznych), to największy potencjał przedsiębiorczości tkwi w ludziach dojrzałych. Tragicznie, zarówno nasz system wychowania, jak i praktyka większości organizacji systematycznie zabija kreatywność i inicjatywę w swych pracownikach.

Ten proces można i trzeba odwrócić. Dojrzali pracownicy więcej wiedzą o klientach, dostawcach, procesie produkcyjnym, jego potencjale i niedostatkach.. I o ile rzeczywiście „naturalna” kreatywność młodzieży jest większa, to przy pomocy odpowiednich technik i we właściwym społecznym klimacie efektywna kreatywność przejawiająca się zdolnością do generowania innowacji jest znacznie wyższa wśród osób dojrzałych.

Doświadczenia krajów o dłuższej tradycji wolnorynkowej pokazują, że to właśnie dojrzali ludzie tworzą najwięcej nowych firm. Badania Fundacji Kaufmana pokazały, że w Stanach Zjednoczonych:
– osoby w wieku 55-64 lat częściej, niż inne grupy zakładały własne firmy;
– w każdym kolejnym roku z 10 lat przeprowadzonej analizy porównawczej osoby w wieku 55-64 miały wyższy wskaźnik aktywności przedsiębiorczej niż te w wieku 20-34
– że 2/3 założyciel firm było w wieku 35-54
– średnia wieku założycieli firm technologicznych wynosi 39 lat
– wśród założycieli firm technologicznych jest dwukrotnie więcej osób powyżej 50 roku życia, niż poniżej 25
• Badania kanadyjskie (CIBC World Markets)
– pokazały jednoznaczną, pozytywną korelację wieku i tendencji do zakładania własnych firm.

Firmy potrzebują więc zadbać o:
• Stworzenie klimatu „zachęty innowacji”
• Wyposażyć pracowników w odpowiednie „narzędzia” rozwiązywania problemów i – przez odpowiedni trening – zregenerować potencjał twórczości wśród dojrzałych pracowników
• Przeprowadzać – dla wszystkich chętnych, ale zwłaszcza dla doświadczonych pracowników warsztaty strategicznego poszukiwania nowych możliwości rynkowych

Czy władze samorządowe też coś mogą w tej kwestii zrobić? Tak, potrzebne są lokalne fundusze rozwoju które pomagałby by w tworzeniu nowych firm i „pączkowaniu dotychczasowych”. Regionalne ośrodki dialogu społecznego mogłyby też służyć wsparciem dla pracodawców i pracowników w poszukiwaniu konstruktywnych rozwiązań dla nieuniknionych przecież konfliktów..

O ile dotychczas mówi się o spółkach spin-off i spin-out w kontekście placówek naukowych i firm high-tech, to podejście to może też być szansą takich firm jak lubelski Protektor, a np. park maszynowy wykorzystywany do produkcji obuwia mógłby być częściowo przestawiony na produkcję oporządzenia dla koni, obuwia ortopedycznego, czy czegokolwiek innego, co tylko pracownicy firmy mogliby wymyśleć..

Doświadczenia krajów dojrzałych gospodarczo (a takim Polska już się staje) pokazują, że jedynie 1% miejsc tworzonych jest przez zewnętrznych inwestorów, a 99% tworzą nowe i małe, rozwijające się firmy. Doświadczenia takich firm jak Toyota, Semco czy 3M pokazują, że większe firmy też mogą stworzyć klimat i system wsparcia.

Najwyższa pora, by przyjąć te fakty do wiadomości, i szukać wewnątrz firm, wśród wszystkich pracowników (nie tylko najwyższego kierownictwa) pomysłów na nowe produkty, nowych klientów czy na systematyczne doskonalenie produktów.. A pojawiającym się pomysłom trzeba dawać rzetelne szanse sukcesu i efektywne wsparcie, gdy pomysły okażą się sensowne..

A jeśli nawet nie jesteśmy w stanie nic wymyśleć, to przynajmniej można zadbać o to, by zwolnienia odbyły się w atmosferze poszanowania godności; wiele firm – jak np. TP SA, stojąc wobec takiej konieczności zatroszczyły się o współpracę firmy pomagającej byłym pracownikom w znajdowaniu pracy.

Ale moją preferowaną opcją jest jednak – niezmiennie – stała troska o wspólne wyszukiwanie szans rynkowych, byśmy tworzyli systematycznie nowe miejsca pracy w miejsce tych, które – w naturalny sposób – wypadają z rynku…Bo przecież nie chodzi o to, by się na rzeczywistość oburzać, ale by wspólnie tworzyć lepszą przyszłość…

Według informacji Urzędu Pracy w Lublinie 27 firm szykuje zwolnienia 378 osób.

Czy coś zostanie zrobione, by tracone miejsca pracy zastąpić nowymi?

Jak wskazują dane Ministerstwa Sprawiedliwości, efektowność sądownictwa w Polsce nadal jest niska, a liczba niezałatwionych spraw rośnie. Rośnie również czas ich załatwiania. Sytuacja ta nie sprzyja budowaniu kapitału społecznego, tak potrzebnego do przyśpieszenia, a nawet utrzymania dalszego rozwoju, gdyż nierzetelne podmioty gospodarcze i instytucje skutecznie chowają się za murem nieskutecznego wymiaru sprawiedliwości. Troska o podniesienie efektywności sądownictwa, stanowiące barierę konkurencyjności, a w szczególności rozwoju kooperacji pomiędzy przedsiębiorstwami różnych krajów Unii Europejskiej, znalazła wyraz w dyrektywie nr 52 Komisji Europejskiej z 2008.

Niestety, niewiele w Polsce w tej kwestii zrobiono.

Do mediacji trafia mniej niż jeden promil sądowych spraw gospodarczych, przy niezwykle niskiej skuteczność (poniżej 20%), podczas gdy na świecie wskaźnik ten waha się pomiędzy 30% a 70%. Na przyczyny tego stanu rzeczy, który nie może być zmieniony za pomocą samych reklam telewizyjnych, składają się zarówno kwestie prawne jak i organizacyjne. Istotnym problemem jest tu rozdrobnienie oferty mediacyjnej, nie pozwalającej na skuteczne promowanie klauzul mediacyjnych w Polsce, a tym bardziej w całej Europie.

Przedłożona propozycja zmierza do kompleksowego rozwiązania problemu na poziomie kraju i proponuje rozwiązanie wspólne dla wszystkich krajów, a przynajmniej pracodawców Unii Europejskiej. Proponujemy:
• utworzenia sieci mediacji afiliowanej przy BusinessEurope
• ogólnopolskiej sieci mediacji (i ew. arbitrażu) w biznesie
• podjęcie działań na rzecz utworzenia polskiej sieci centrów mediacji
• podjęcie zdecydowanej akcji na rzecz urynkowienia absurdalnych stawek obowiązujących dla mediacji sądowych

1. Przesłanki.
1.1 Możliwość skutecznego dochodzenia swych praw, jak i bezpieczeństwo realizacji kontraktów jest jednym z fundamentów rozwoju gospodarczego. O ile niska efektywność ochrony prawnej przedsiębiorców jest problemem wielu krajów Europy, to jest on szczególnie dotkliwy w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw działających poza granicami swojego kraju. Stanowi to istotną barierę rzeczywistej integracji gospodarczej krajów Unii Europejskiej uniemożliwiając podnoszenie konkurencyjności innowacyjnych przedsiębiorstw przez szybkie osiąganie skali działania porównywalnej z firmami japońskimi czy amerykańskimi.

1.2 Brak możliwości szybkiego i skutecznego dochodzenia swoich praw w istniejącym systemie gospodarczo-prawnym daje nieuczciwym i nierzetelnym firmom i instytucjom możliwość „schowania się” za nieefektywnością sądów. W tej sytuacji wielu poszkodowanych rezygnuje z dochodzenia słusznych roszczeń, a nierzetelne firmy, czy skorumpowane instytucje mogą bezkarnie żerować na słabszych podmiotach.
Sytuacja ta pogłębia problem niskiego kapitału społecznego; jak pokazały znane badania profesora Czapińskiego Polska pod względem zaufania społecznego lokuje się najniżej ze wszystkich krajów europejskich, nawet za Grecją .

1.3 Efektywność sądownictwa w Polsce, mimo sukcesu e-sądu, nie poprawia się. Jak podaje Ministerstwo Sprawiedliwości w roku 2010 „W sprawach gospodarczych w sądach rejonowych nastąpił znaczny wzrost wpływu spraw – o 8,8% /../. Załatwiono 962 tys. spraw (o 8,9% więcej niż w 2009 roku), ale liczba ta była niższa niż wpływ w 2010r. co oznacza brak opanowania wpływu (98,84), a w konsekwencji wzrost liczby spraw niezałatwionych (o 16,9%)” (podkreślenie PJD).

1.4 Do mediacji trafia mniej niż jeden promil spraw gospodarczych w sądach polskich (jedynie 846 na 1 026 000). Towarzyszy temu przy niezwykle niski poziom skuteczności (około 20%) , podczas gdy na świecie wskaźnik ten waha się pomiędzy 30% a 70% . Podobnie źle jest w Polsce z mediacjami z zakresu prawa pracy – tam szansa na pozytywne rozstrzygnięcie wahała się od 6,5% do 15,2%. Ale nie jest to jednak jedynie „problem kulturowy”, albowiem statystyka umorzeń w sprawach karnych za lata 2004-2010 mówi o przedziale 75,0% do 87,6% (tamże).

2. Problemy i rozwiązania

2.1 Problemy instytucjonalne i wizerunkowe

Przyczynami istniejącego stanu rzeczy są – po pierwsze – brak znaczących instytucji (tak w Polsce jak i w skali europejskiej), które mogłyby być łatwo zaakceptowane przez firmy z różnych regionów Polski, czy z różnych krajów dla transakcji międzynarodowych. Jest co prawda wiele ośrodków mediacji, tak w Polsce, jak i w Europie; wiele z nich o znaczącym dorobku. W Polsce za znaczące można uznać co najmniej 20 ośrodków, w Europie (na proporcjonalnie większą skalę) – około trzydziestu. Jednakże żaden z nich nie może być uważany za „powszechnie uznany”, co dawałoby szansę na łatwe wpisanie klauzul mediacyjnych i arbitrażowych do kontraktów.

Proponujemy dwojakie rozwiązanie osobno na każdy z wymienionych rynków.

Obszar współpracy międzynarodowej: dla skutecznej realizacji dyrektywy Komisji Europejskiej potrzebne jest coś więcej, niż tylko działania na poziomie poszczególnych krajów. Potrzebna jest więc ogólnoeuropejska sieć mediacji (może i arbitrażu), którą wszystkie organizacje zrzeszone w BusinessEurope mogłyby zarekomendować swoim członkom. W ten sposób można by osiągnąć potrzebną „masę krytyczną”, która urealniłaby ideę mediacji (i arbitrażu) dla małych i średnich firm, dla których koszty procesowania się za granicą byłyby nieprzezwyciężalnie wysokie. (BUSINESSEUROPE nie ma mediacji, ani ADR w swojej ofercie )

Obszar relacji polskich podmiotów gospodarczych: jest w tej kilka słabo (lub wcale) działających ośrodków mediacji. Wydaje się jednak, że by przełamać barierę świadomości, obniżyć koszty transakcyjne i urealniać dostęp do mediatorów potrzebna byłaby sieć ogólnopolska z grupą afiliowanych mediatorów w regionalnych ośrodkach. Mając na uwadze spory średniej, lub niewielkiej wartości, gdy siedziba obu stron znajduje się poza Warszawą, wydaje się mało opłacalne sprowadzanie mediatora z Warszawy. (Oczywiście, strony mogą woleć mieć mediatora z zewnątrz, i taka możliwość byłaby im zapewniona.)

2.2. Problem wynagrodzeń w przypadku mediacji sądowych
Obecne stawki mediacji z nakazu sądowego są absurdalnie niskie. Jak stanowi rozporządzenie ministra sprawiedliwości z dnia 30 listopada 2005 r., „W sprawach o prawa majątkowe wynagrodzenie mediatora wynosi 1 % wartości przedmiotu sporu, jednak nie mniej niż 30 złotych i nie więcej niż 1.000 złotych za całość postępowania mediacyjnego”. Jeśli sobie wyobrazimy skomplikowany przypadek mediacji w sporze między udziałowcami, między firmami, które w pewnych obszarach są konkurentami, a podjęły współpracę (i doszło do konfliktu w innym) to łatwo zobaczyć skalę trudności i poziom wymagań stawianych mediatorowi. Jeśli dodać do tego fakt, że takie mediacje ciągnąć się mogą kilka tygodni, nawet miesięcy (co i tak jest nieporównanie szybciej od procesów sądowych), jak i fakt, że w przypadku zupełnie nieskomplikowanej sprawy, jaką jest ściąganie należności koszt postępowania sądowego w Polsce szacuje się na 12% wartości należności łatwo dostrzec absurdalność obowiązującego rozwiązania.
Dyrektywa Komisji Europejskiej 2008/52/EC postulowała „stworzenie warunków, w których mediacje obywać się będą w sposób efektywny, bezstronny i kompetentny”. To zalecenie nie jest przez Polskę realizowane. Obecne uwarunkowania, jak powiedział jeden z ekspertów, uczestników konferencji dotyczącej mediacji, zorganizowanej w ramach Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości 2011 prowadzą do sytuacji w której „prowadzenie mediacji jest tylko dla hobbystów”.
Wydaje się, że sensowne rozwiązania są dwa:
– pozostawić wysokość stawek mediacyjnych rynkowi, w tym przypadku ew. rekomendacjom stowarzyszeń i ośrodków mediacji; lub
– przyjąć stawki wynikające z warunków rynkowych, tj. stawek płaconych za pracę wymagającą porównywalnych kompetencji.
Przypomnijmy w tym kontekście, że wspomniana Dyrektywa Komisji Europejskiej rekomenduje „rozwiązania mogą polegać na uwzględnieniu mechanizmów rynkowych”.
Ze względów praktycznych i prawnych, wynikających z tego, że rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości jest skutkiem delegacji ustawy, celowe wydaje się:
a) Wystąpienie do Ministra Sprawiedliwości o wyznaczenie w/w wynagrodzeń na poziomie rynkowym.
Zwrócić tu należy uwagę, że spory gospodarcze, o znacznym stopniu skomplikowania znajdują się „w jednym worku” rozporządzenia ze sporami małżeńskimi. Te, choć bywają szalenie obciążające emocjonalnie rzadko miewają taki poziom komplikacji i nie wymagają tak wielostronnych kompetencji jak mediacje w biznesie. Ze względów praktycznych należałoby te dwa obszary wyraźnie rozdzielić. Jest to o tyle zasadne, że Ustawa z dn. 28 lipca 2005 precyzowała: „ Minister Sprawiedliwości określi, w drodze rozporządzenia, wysokość wynagrodzenia mediatora za prowadzenie postępowania mediacyjnego wszczętego na podstawie skierowania sądu /../ biorąc pod uwagę rodzaj sprawy i wartość przedmiotu sporu oraz niezbędne wydatki związane z prowadzeniem mediacji.”;
b) Doprowadzenie do inicjatywy ustawodawczej prowadzącej do urynkowienia wynagrodzeń mediatorów.

Szkoła Główna Handlowa
oraz
Kreatywne Strategie – HISP

zapraszają na dyskusję panelową

Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości

na temat:

„Jak rozwijać przedsiębiorczość w Polsce”

W trakcie dyskusji poruszone zostaną następujące tematy:
– Czy panuje właściwy klimat dla rozwoju przedsiębiorczości w Polsce?
– Czy edukacja w Polsce pomaga w kształtowaniu postaw przedsiębiorczych?
– Czy polityka państwa sprzyja zachowaniom przedsiębiorczym?
– Czy są odpowiednie narzędzia finansowania przedsiębiorczości w Polsce?
– W jaki sposób wspierać rozwój przedsiębiorczości w Polsce?
– Jakie powinny być kierunki rozwoju przedsiębiorczości w Polsce?

W dyskusji wezmą udział pracownicy naukowi zajmujący się przedsiębiorczością, eksperci związani z rozwojem przedsiębiorczości a także ludzie, którzy sami są przedsiębiorcami:

Prof. Jerzy Cieślik (WSPiZ im. L. Koźmińskiego),
ekspert ambitnej przedsiębiorczości akademickiej
Dr Paweł J. Dąbrowski, Kreatywne Strategie, teoretyk i praktyk finansowania,
koordynator Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości w Polsce
Prof. dr hab. Hanna Godlewska – Majkowska (SGH), ekspert problemów MŚP
Richard Lucas – prezes PMR krakowskiej, międzynarodowej firmy konsultingowej,
sponsor Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości w Polsce
Prof. dr hab. Jolanta Mazur (SGH) – ekspert marketingu i przedsiębiorczości
Joanna Podgórska, Dyrektor Departamentu Rozwoju Przedsiębiorczości, PARP
Dr Piotr Szeliga, prezes Fundacji Edukacji Rynku Kapitałowego,
współzałożyciel polskiej Giełdy Papierów Wartościowych
– Dariusz Żuk – prezes fundacji „Polska Przedsiębiorcza” i
Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości

Panel prowadzić będzie dr Piotr Wachowiak (SGH).

Panel odbędzie się w dniu 17.XI ( czwartek) w godzinach 11.00- 13.00
w Auli II w budynku „C ‘’ Al. Niepodległości 128.

Negocjacje a wybory parlamentarne…

Dodany Wrzesień 19th, 2011.
Kategoria: Negocjacje

Co ma sztuka negocjacji do wyborów? Może jednak … Jedną z kluczowych umiejętności w negocjacjach jest zobaczenie świata oczami drugiej strony, zrozumienie, ma ona jakie realne możliwości i zagrożenia dla swoich wyborów. Sztuką długofalowych, synergicznych negocjacji jest znalezienie takich rozwiązań, żeby druga strona chciała tego, co jest dla nas korzystne..
Zaprzeczeniem tego są negocjacje pasożytnicze, gdy mamy nadzieję zrobienia drugiej stronie „wody z mózgu”, tak by zrobiła to, co się NAM opłaca. Prastara anegdota powiada, że najlepszy sprzedawca to taki, który sprzeda śnieg Eskimosowi.. Rzeczywiście, sztuka… Ale.. wyobraźcie sobie, co powiedziałaby żona naszego Eskimosa gdy gdyby przyszedł on do domu? Chcielibyście być w skórze tegoż sprzedawcy, gdybyście pomyśleli, jak ostry nóż do zdejmowania skóry z fok ma nasz Eskimos?
Wracając do wyborów… Łatwe i przyjemne w odbiorze są „mocne” hasła – „zażądamy żeby oni”… Ale wtedy często druga strona postawiona przed nieuzasadnionymi w ich odczuciu, a przynajmniej niekorzystnymi żądaniami odsuwa się i zostajemy z pustką w pazernie wyciągniętych pazurach..
I tak, wielkim, i zasługującym na uznanie wydarzeniem było uznanie przez Putnia winy Związku Radzieckiego za Zbrodnię Katyńską. Dla nas, oczywiście, to „oczywista oczywistość”… Ale musimy postawić się w miejscu rosyjskich przywódców, który muszą stanąć przed pokoleniami które ponosiły ciężkie ofiary, których koledzy i krewniacy też ginęli w obozach i na frontach.. Ich jedyną pociechą było poczucie bycia bohaterami trudnej sprawy.. . Pomyślmy jak trudno było nam zaakceptować winę na Jedwabne, jak trudno było Serbom przyjąć do wiadomości, że ich rząd jest rządem zbrodniczym.. Takie postawy mogą i powinny być zmieniane, ale dokonać się one mogą jedynie krok po kroku w procesie „rozmiękczania” ukształtowanych poglądów.

Drugi, jak że częsty problem to żądania przywilejów ochronnych dla słabszych grup – osób starszych, matek, osób na kontraktach tymczasowych. Łatwo jest zażądać, a nawet przeprowadzić w parlamencie uchwały korzystne – pozornie dla tych grup. Ale potem obracają się one przeciwko tymże grupom. Jest to nie tylko problem Polski – podobnie dzieje się w całej Europie…
Nasz znajomy, Niemiec- powiedzmy Johann , pracuje na kontraktach dla wyższych uczelni. Prawo w Niemczech przewiduje, że po trzech latach zatrudnienia na kontrakcie uczelnia musi go – jeśli w ogóle – to zatrudnić na stałe. Ale.. Zmuszone do racjonalnego działanie uczelnie niemieckie nie mogą sobie pozwolić na zatrudnienie na stałe kogoś, dla kogo być może za rok, czy dwa już nie będą miały pracy. I co powiedziano Johannowi? Chętnie zatrudnilibyśmy Cię dalej, ale tak, to musimy zatrudnić kogoś innego.. Podobnie polski przedsiębiorca boi się zatrudniania młodych mężatek i osób w dojrzałym wieku… Bo co zrobi w chwili gdy nie będzie miał zleceń? Co zrobi, gdy będzie musiał opłacać etaty osób, które nie zarobią na siebie?
Nie bójmy się – przedsiębiorcy CHCĄ zatrudniać – bo inaczej sami nie zarobią. W roku 2008 znacznie wzrosły płace w Polsce. Nie na skutek administracyjno prawnych nacisków, nie na skutek żądań związków zawodowych, ale dlatego, że przedsiębiorcy, konkurowali o pracowników… I na żądaniach rozwiązań pro-rozwojowych również pracownicy powinni się skupiać. Bo tylko to – na końcu drogi nam wszystkim się opłaci.
Podobnie rzecz ma się z postulatem podniesienia podatków dla najbogattrzych – nawet do 50%. Też fajnie, czemu nie? Niech bogaci płacą ze swych głębokich kieszeni. Problem jednak w tym, że bogaci ludzie mają szerokie możliwości uciekania przed podatkami – legalne i mniej legalne… Te mniej legalne kosztują średnio ok. 10% transferowanej kwoty… Jeśli przydusimy ludzi sukcesu wysokimi podatkami większość z nich wkurzy się, zrobi unik, i zamiast płacić 50% podatku, zostawią może 5% (dla niepoznaki) a resztę przeniosą do rajów podatkowych.. Np.. w 1920 roku Stanach Zjednoczonych obniżono maksymalny podatek dochodowy z 70% do 25%. I co się stało? Przychód podatkowy z tego tytułu wzróśł z 719 milionów dolarów w 1921 do 1164 milionów w 1928 co dało wzrost przychodów podatkowych o ponad 61%…

Ostatni przypadek to decyzja PIS-owskich radnych Lublina. W tym, pięknym skądinąd mieście straszy od czterdziestu ( tak! 40!) lat ogromne gmaszysko „Teatru w budowie”. Całkiem niedawno (wreszcie!) dogadali się – nowy prezydent miasta, i marszałek województwa Lubelskiego. (Nie będę pisał o afiliacjach, bo nie o propagandę polityczną tu chodzi.) Urząd marszałkowski miał sfinansować dokończeni e budowy i utworzenie „Centrum Spotkań Kultur” (nawiązanie do prześwietnej pamięci Unii Lubelskiej), a miasto miało sfinansować budowę (nie tanią) parkingu.
I tu wkroczyli nasi dzielni radni PIS – jak Urząd Marszałkowski chce „Centrum Spotkań Kultur”, to i na parking niech da! Ale.. Co zrobi urząd Marszałkowski, gdy druga strona – miasto – wycofa się z umowy? A co wy byście zrobili, gdybyście się dowiedzieli, że partner w przedsięwzięciu który jest głównym beneficjentem projektu mówi, fajnie, ale to Ty masz ponieść wszystkie koszty?
Trudno więc się dziwić, że pojawił się komentarz „PIS zrobi z nas frajerów dekady”.

No właśnie.. Niech dadzą! To hasło przelatuje przez Europę jak z grobu powstały duch komunizmu.. W sumie – piękna idea, która uwiodła wielu intelektualistów. Problem w tym, że obróciła się przeciwko tym, którym miała służyć…
Możemy żądać by dopłaty do rolnictwa były takie jak we Francji, miło słyszeć żądanie, żebyśmy zarabiali tyle, co na Zachodzie… Ale.. To nie żądania dopłat od niemieckiego podatnika napełnią nasze kieszenie.. Bo ten mógłby się zwyczajnie.. Wypiąć. Tylko uczynienie naszej gospodarki równie efektywną da nam szansę na równie dobre zarobki..
Tymczasem.. Spójrzmy chłodno na to, jakimi negocjatorami są Ci, których wybieramy..

Jaką filozofię negocjacji reprezentują…